poniedziałek, 19 maja 2014

XI

Już jest nowy rozdział ! Połowę napisałam w zeszycie (tak w Macu xd) a drugą połowę dopasowywałam z moim wyobrażeniem. Ogólnie lubię swoje postacie- w każdej z nich jest trochę mnie.

 "Madness"
Było już po lekcjach. Klasa wyszła a została tylko Ali z Aaronem. Słońce wypalało im móżdżki. Dziewczyna postanowiła wstać i oparła się na ławce, w której siedział Aaron.
-Chyba miałeś mi coś do powiedzenia- uśmiechnęła się nieśmiało
-Chyba tak- odpowiedział 
- Więc słucham
- Mam małe pytanie. Dlaczego z nim jesteś?
- O co ci chodzi?- zapytała. Wpatrując się w podłogę próbowała ukryć swoje zmieszanie
-Ali... ja... wróciłem dla ciebie. Musiałem wyjechać i znaleźć mojego shinigami
-Znalazłeś?
-Nie... ale słyszałem , że mógł się z piekieł wydostać- dziewczynie zrobiło się gorąco ze złości a jej policzki przybrały kolor purpurowy
-Posłuchaj mnie uważnie bo nie będę powtarzać. Zostawiłeś mnie w szpitalu, zostawiłeś ból w moim życiu. Nie było Cię 2 miesiące. Nie odbierałeś telefonu. Płakałam po nocach mając nadzieje, że wrócisz
-Wiem, przepraszam
-Nie przepraszaj. Ja zaczęłam swoje życie z Evanem. Wiem, że mnie nie zostawi
-Mylisz się-patrząc w podłogę próbował ukryć ból zazdrości.
-Tak? Niby dlaczego?
-Spójrz w oczy i powiedz mi co widzisz
-Widzę twoje łzy w oczach i moje odbicie- powiedziała. Po chwili coś do niej dotarło. Nie mogąc tego znieść wybiegła z sali. Łzy jak wodospad spływały jej po policzkach. Biegła przez korytarz zapełniony uczniami. Znalazła się na schodach i przez nieostrożność potknęła się i spadła. Przy jej boku znalazł się Evan z tym pięknym uśmiechem.
-hej, pomogę ci- podał jej rękę
-nie chcę, nie trzeba- nadal miała łzy 
- Co się stało?- zapytał z troską
-Nic, proszę zostaw mnie. Jestem okropną osobą-kucnął przy niej i objął. Po jakimś czasie przestała się szarpać i się uspokoiła. 
-Ktoś ci coś zrobił?- zapytał głaszcząc po włosach
-Nie, ja zrobiłam coś - odpowiedziała. W tym czasie Aaron widząc ich razem postanowił wyjść ze szkoły i oddalić się by nie widzieć ich razem. Tak naprawdę Ali jest jego pierwszą miłością i teraz płakała przez niego samego. Ten widok był dla niego nie do zniesienia tym bardziej, że był tam Evan. Aaron go nie znosił przede wszystkim dlatego, że jest z Alice. Poza tym był dziwnym chłopakiem i nie miał anioła. 
   Ali widząc sylwetkę Aarona schodzącą po schodach wtuliła się bardziej do Evana. Myślała, że w ten sposób nie zauważy jej łez na widok Aarona. Po prostu nie chciała go skrzywdzić, i tak naprawdę nie wiedziała jak ma się zachować. Niestety Evan od zawsze był obserwatorem i zawsze zauważał dziwne zachowania. Pomógł wstać swojej towarzyszce. Bardzo ją kochał i nie widzi bez niej przyszłości. Bardzo lubi mieć ją przy sobie. Ten pierwszy raz nie chciała mu powiedzieć co się stało, choć sam miał wiele przed nią tajemnic. Kątem oka zauważył Aarona oddalającego się od szkoły. W jego głowie zaistniała tylko jedna myśl "to jego wina". Odprowadził ją do domu.
  Alice była blada jak ściana. Źle się czuła z tym jak to się wszystko potoczyło. Miała trochę dosyć tego całego zamieszania, tajemnic, nie domówień. Gdy tylko weszła do domu od razu zostawiła płaszcz i buty.
- Ali , chodź na obiad- zawołała Aria
-Nie jestem głodna- i odeszła. Wszyscy domownicy doznali lekkiego szoku. Alice nie chce jeść? Przecież kocha jedzenie. Tymczasem ona położyła się na łóżku. 
  

niedziela, 11 maja 2014

Trochę w przyszłości

   Jestem w trakcie pisania następnej notki. Niestety przedłuża się , ponieważ muszę nabyć pewną wiedzę. W opowiadaniu będzie wydarzenie, które mam nadzieje będzie zaskakujące. A tymczasem... macie jakieś pytania? Jeśli ktoś ma pytania proszę śmiało pisać na blogu lub na e-mail liwcia94@vp.pl . Chętnie odpowiem. 
   Alice- dziewczyna na siłę zrobiona "wielką duszą" przez społeczeństwo. Jest naiwna i trochę szalona. Pomimo negatywnych cech pokaże jeszcze na co ją stać. W tej chwili jest poddawana próbie
   Nazwałam siostrę Ali tylko i wyłącznie, ponieważ uwielbiam imię Aria. Wykształcenie mam muzyczne, więc kojarzy mi się z osobą bardzo utalentowaną, kreatywną. Myślę, że w przyszłości może ratować im tyłki. 
   Aaron- tu czeka na ciebie cios. Alice jest zakochana w innym. Czy podda się? Kibicujcie mu, chłopak ma nie łatwo! Dalej będzie jeszcze czekał kolejny cios. 
   Evan- pół człowiek, pół...reszta w następnej notce. Okaże się czy jest wrogiem, czy sprzymierzeńcem. Nastąpi w nim jakaś zmiana. Powinniście już zainwestować w stos chusteczek lub znicze.
  Kto zapłaci cenę Ali? Co się stało z przyjacielem i wybawcą Julio?
To już nie długo się rozwiąże. Nowa notka powinna pojawić się w przyszłym tygodniu. A teraz Aria i Alice

  

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

X

"Cudowny poranek "


  To był zwykły ponury poranek. Zimne powietrze pobudzało umysł. Codziennie rano Evan odprowadzał Ali do szkoły.
-Wiesz, że dzisiaj mamy kartkówka?- zapytała
-Bla, bla, bla- odpowiedział. Nie dość, że mi w domu o nauce trują to jeszcze w szkole o tym słyszę
-Ty, to masz problemy
-W zasadzie to nie mam - uśmiechnął się- ale wiesz, słuchanie tego samego denerwuje- rzucił skórką od banana za siebie. Ali tylko przewróciła oczami. "Jest taki, taki..."- nie dokończyła. Rzeczywiście, Evan różnił się od wielu osób: zachowaniem, wymową i pięknem.
-Gdyby było lato...- rozmarzyła się
- Gdyby baba miała dziada- zaśmiał się
     Cóż, przez tego dziada połowa szkoły patrzy się na mnie dziwnie. Druga połowa chce go naśladować. To trochę dziwne, że jedna osoba może tyle zmienić. Z chaosu po bezkres chaosu, którego nie da się opanować. Ta ilość energii porównywalna z prędkością internetu. Przynajmniej to, jest mi znane. 
 Nagle Evan wyciągnął śniadanie. Były to zwykle kanapki, tyle, że śmierdziały czosnkiem. 
"Przynajmniej nie jest wampirem"- pomyślała.
-Chcesz-zapytał
-Nie dzięki- skrzywiła się. Evan to spostrzegł. Odwrócił się tyłem do niej i założył kaptur na głowę.
-Co ci?-spytała. Evan nagle się odwrócił
-JESTEM CZOSNKOWYM POTWOREM! ATAK!!!!-wydarł się. Zbliżył kanapkę do niej.
-Blee...
-Zginiesz marnie!- zaczął ją gonić po chodniku. Zaspali pracownicy sklepów wpatrywali się w poczynania młodych wychylając się zza lady. Taka energia w tym mieście raczej nie była spotykana. 
Ali cofając się przed potworem pośliznęła się na skórce od banana. Sama wylądowała artystycznie na tyłku ze skórką od banana na głowie.
-EVANNNNNNNNNNNNNNNN!!!!!!- przez ten krzyk wyleciało parę gołębi z dachu. Słońce powoli i chytrze rozrzucało promieniami. Rozbawiony, prawie do łez podszedł do niej lekkim krokiem
-Powinnaś nosić czapki-powiedział, szczerząc zęby- do twarzy ci
-Już po tobie
-A co po mnie?- zapytał rozbawiony. Wyciągnął rękę aby zdjąć z jej włosów skórkę.
-Jak tylko wstanę to cię powieszę na gałęzi
-A suchej??
-Suchej gałęzi- odpowiedziała prawie warcząc. Podał jej rękę aby wstała. Nic nie myśląc, złapała za ofiarowaną, pomocną dłoń. Energicznie wstała
- Pożałujesz...- nagle urwała. Stali naprzeciw siebie, nadal trzymając się za ręce. Twarz Evana spoważniała i zbliżała się coraz bardziej do jej twarzy.
-Kocham cię- powiedział.
-Ale..ale... dopiero co się poznaliśmy-mruczała pod nosem
-Nie ważne-pocałował ją. Ta chwila trwała, jakby całe życie. Alice była czerwona na policzkach. Na moment , może chwilę zamknęła oczy. Dotknął palcami wisiorka
-Nie ściągaj go nigdy, proszę- poprosił
-Dobrze-odpowiedziała rozmarzona. Jego obecność sprawiała, że czuję się tak dobrze...Niesamowicie. Ciepło bijące od jego ciała wprawiało ciało Ali o ciarki. 
 Jakieś brązowe, długie włosy zniknęły za zakrętem. 
-Chodźmy stąd -pociągnął ją 
-Dobrze- nadal rozmarzona odpowiedziała. Evan liczył na taką reakcje. 
 Będąc już w szkole musieli się rozdzielić, ponieważ zajęcia dodatkowe każdy posiadał inne. Ali kierując się do swojej klasy, miała wrażenie, że o czymś zapomniała. Wchodząc do klasy straciła władze nad szokiem. W ławce czekał na nią Aaron. Opuściła na podłogę książki .
" No to się porobiło"- pomyślała-"zapomniałam, że wrócił"
Szybko schyliła się aby pozbierać książki. Wpatrując się w podłogę usiadła obok Chandlera
-Hej- powiedział. Na szczęście uratowała ją nauczycielka. Ali przez wszystkie lekcje przygryzała sobie wargi. Nie wiedziała co ma powiedzieć, jak się zachować. Ali chciała jedynie by Evan ją stąd wyrwał. Niestety nie było go
-Masz czas po lekcjach?- zapytał Aaron
-Ja... zaraz...tak-zrezygnowała
-To super. Wyjaśnię ci wszystko, wreszcie- ucieszył się.

poniedziałek, 31 marca 2014

Do kogo należy moje serce? cz. 2

   Otwierając oczy Ali zauważyła, że jest już dzień. Tej nocy nie spała zbyt dobrze. Właściwie spała na podłodze. Wtulona w koc, misia i telefon. Kątem oka spostrzegła na kalendarzu datę- 1 kwietnia. Strasznie nie lubiła tego dnia. Dlaczego? Ponieważ 18 lat temu urodziła się tego dnia. Ludzie śmiali się z tego, że właśnie w tym dniu się urodziła. Niesfornie wstając zrzuciła telefon do kąta. W tym czasie do pokoju weszła Aria
- Przesyłka do Ciebie. Idź na dół podpisać
- Znowu jakieś żarty robisz z rodzicami?- zapytała z wyrzutem. 
- Idź już. Muszę się pomalować 
Schodząc na dół przy wejściu zauważyła listonosza. "Przesyłka o tej godzinie?"- pomyślała. Nie zastanawiając się dłużej podpisała się i otrzymała małe pudełeczko. Według nie było to podejrzane, ponieważ nic nie zamawiała. "A może jakaś babcia pamiętała o urodzinach?". Szybko rozpakowała kartonik a w środku była zawieszka koniczynka. Dziewczyna była w szoku. Nie spodziewała się biżuterii. Nie wiedząc czemu w jednej chwili bardzo przywiązała się do tego przedmioty. "Pewnie babcia zapomniała się podpisać"- nie myśląc zbyt długo założyła .
  Od paru dni Aria nie rozmawiała z siostrą. Może przez ogrom nauki, lub nowe znajomości. Prawdę mówiąc przez ostatnie tygodnie Ali wracała późno do domu. Zaraz po szkole próbowała znaleźć Aarona. Przez ten czas siostry bardzo oddaliły się od siebie. Jeszcze tak nie dawno wszystko sobie mówiły, wychodziły na zakupy. Ali wróciła do pokoju, gdzie Aria pakowała książki do torby.
- Wow! Naprawdę ślicznie wyglądasz- pochwaliła ją Ali
- Poznałam fajnego chłopaka. A teraz wybacz muszę iść.- urwała i wyszła z pokoju. Atmosfera była dość chłodna między dziewczynami. Ali zabrała swoje rzeczy i wyszła z domu. Po drodze do szkoły rozmawiała z Louisem
-Louis, Każdy człowiek posiada anioła prawda?- zapytała
- Oczywiście- odpowiedział
- A czy możliwe jest aby był istniał wyjątek?
-Nie, ponieważ tak stanowi Prawo Boże. Widzisz, świat został tak skonstruowany, że każdy posiada swojego opiekuna. Ja chronię Ciebie, mnie najwyższy Anioł  a nad nim jest Bóg. Jest wyznacznikiem początku i końca. Jeśli anioł mu się sprzeciwi zostaje wygnany do świata ludzi jako Angelus Autem Ceciderunt- czyli upadły anioł. Za lekkie grzechy zostaje człowiekiem, a z jego pamięci usuwana jest przeszłość. 
- Więc, Evan jest tym upadłym aniołem?
-Całkiem możliwe. Pierwszy raz od wielu stuleci widzę taki przypadek- odpowiedział. Ali zaniepokojona weszła do szkoły. 
  Po lekcjach chciała się wydostać jak najszybciej. Niestety przeszkodziła jej w tym ręka Evana Lethera. 
- Gdzie tak śpieszysz brzydulo?- Nie słuchając co ma do powiedzenia zaciągnął ją na dwór.
- Tak dobrze spędziłem z tobą wczoraj czas, że cię odprowadzę-powiedział. "Fajnie, że wiesz gdzie mieszkam bo możesz mnie nawiedzać w nocy"- pomyślała.  Przez całą drogę odpływała myślami. Nawet nie spostrzegła, że Lether otworzył jej drzwi do domu
- NIESPODZIANKA!!- krzyknęło kilka znajomych twarzy.
- Widzę , że spodobał Ci się mój prezent- zerknął na koniczynkę wiszącą na łańcuszku. Dziewczyna już nie myślała o nim źle. Wręcz przeciwnie, ponieważ zrobił coś niespodziewanego. Zły urok minął a szczęście wróciło. Złotowłosa czuła się jak w filmie z dobrym zakończeniem. Na poręczy opierał się znane jej oczom włosy
-Aaron?Aaron!- podbiegła do niego i przytuliła
- Hej. Jestem Charles i wszystkiego najlepszego- powiedział. Dziewczyna automatycznie puściła chłopaka i się wzdrygnęła." ja to mam pecha" stwierdziła.
-Tu jestem- usłyszała za plecami. Od tej pory widziano ją z dwoma najprzystojniejszymi chłopakami. 
  Około 23 zakończyła się impreza. Złotowłosa pozostała z Louisem i Chandlerem, który miał nocować w pokoju gościnnym.
-Louis jaką byś wybrał miłość: bezpieczną i właściwą czy tajemniczą i mroczną?
-Myślę, że obaj mają coś na sumieniu
- Dlaczego tak uważasz?
- Ponieważ, Evan nie jest człowiekiem, Aaron zniknął na długi czas. A teraz oboje coś chcą. Boję się o ciebie
- To pierwszy raz ,kiedy mówisz to co czujesz shinigami
- Pierwszy raz zależy mi na człowieku. Pierwszy bunt shinigami spowodowany był tym, że człowiek jest słabą istotą. Właśnie zrozumiałem, że to nie prawda. Jesteś bardzo silną  osobą z dobrym sercem.
- Dziękuje Ci, shinigami
-Proszę, mów mi Louis 
-Dobrze Louis. Jeszcze jedno- jest mały problem, ponieważ słabo Cię dzisiaj widzę i słyszę
- Powinnaś odpocząć. Wypiłaś więcej niż przeciętny obywatel Francji. 
- No dobrze idę do łóżka- powiedziała. Odeszła tanecznym krokiem z salonu do swojego pokoju. Aaron słysząc rozmowę wyciągnął telefon. Wybrał numer i nacisnął zieloną słuchawkę
-Halo- odezwał się męski głos
- To ja. Plan wykonany ale mamy mały problem
- Porozmawiamy jutro- ziewnął- przyjdź do kawiarni Coffee o 14
- Do jutra- rozłączył się.
  

sobota, 29 marca 2014

Do kogo należy moje serce?

    Witajcie ! Wróciłam po długiej przerwie. Ostatnio, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. A w moim życiu zaszło parę zmian. Trochę minęło zanim uświadomiłam sobie parę spraw. Notki będą pojawiać się częściej. Zapraszam do czytania :)


Ostatnio życie nauczyło mnie nowej rzeczywistości. Iść na przód i nie oglądać się za siebie. Czasami trzeba wrócić aby rozwiązać problem. Jednakże za każdą decyzję trzeba odpowiednio zapłacić. Tyle, ile będzie żył człowiek istnieć- będzie niegodziwość.

  Czarujący uśmiech, rozwiane włosy ale i tak wygląda uroczo. Tak pięknie się uśmiechał, że nie była wstanie myśleć. Niebieskie oczy Evana wierciły mi dziurę w głowie. Mógł mi wyjawić wszystko a ja Alice bym w to uwierzyła. Lekkie mrowienie w brzuchu przypominało mi, o tym że nie jestem w niebie. Człowiek obok mnie działał coraz mocniej na mnie.
-Więc... opowiedz mi o swoim hobby- przerwał chłopak i jeszcze szerzej się uśmiechnął. Ali nie mogła wydusić słowa a jej nogi uginały się lekko. Mrowienie w brzuchu nasilało się. W jej wnętrzu rozpoczęło się prawdziwa wojna.
        -Tak, bardzo ładne oczy- stwierdziło serce
        - A co z Chandlerem?- zapytał żołądek
        - Przecież odszedł. Poza tym tylko go całowałaś. 
        - Ty durna babo!
   - To boli! AAAA!- krzyczała Ali
        -Przestań żołądek! To ją boli- odrzekło serce
        - Krzywdzisz ją! - krzyknęła wątroba
   - AAAA! przepraszam, przepraszam!
        - Żołądek  jesteś taki porywczy- odrzekł mózg
        - Zamknij się! Wkurza mnie!- krzyczał nerwowy żołądek
Evan nie wiedział co ma myśleć o biegającej po chodniku koleżance. W jednym momencie złapał ją w talii.
- Halo. Tu ziemia- pomachał jej przed twarzą
" Naprawdę? A nie piekło?"- pomyślała- przepraszam, to mój żołądek. W jednej chwili zdała sobie sprawę, że jest bardzo blisko i trzyma ją w talii. " Za blisko"- przełknęła głośno ślinę. 
-Chyba powinnam wracać już do domu- zerknęła na zegarek- późno już
- Odprowadzę Cię- odpowiedział- nie puszczę cię samom w takim stanie- na jego twarzy znowu pojawił się ten uśmiech. Ali nie była mu wstanie odmówić. W ciszy stawiała kroki. "Co z tego, że ma piękne brązowe włosy, niebieskie oczy i ten piękny uśmiech. To kolejny baran w moim życiu"
- Oj Ali, Ali- popatrzył na nią smutno- zaraz wejdziesz w słupek.
Za późno. Głowa zderzyła się ze słupem.
- To nie jest mój dzień- odrzekła masując głowę 
- Najwyraźniej, ale nie przejmuj się. Zdarza się, brzydulo- uśmiechnął się szeroko. Zanim zdążyła coś powiedzieć, została tknięta w brzuch
-Aaa! Tylko nie mój tłuszczyk-chciała mu oddać ale Evan miał lepszy refleks. Zdążył jej zabrać torbę. 
 Mimo, że byli niedaleko domu to wygłupiali się, jeszcze przez godzinę. Dobrze się bawili w swoim towarzystwie. Nagle telefon Ali zaczął dzwonić.
- Zgaduję, że musisz już wracać do domu- powiedział Evan
-Tak...
-Więc, do jutra 
- Bye. Powoli wróciła do domu. Od wejścia do domu nie odezwała się słowem. Intensywnie szukała w głowie odpowiedzi. Po kolacji pierwsza odeszła od stołu i wróciła do pokoju. Wyciągnęła z torby telefon i wybrała numer do Aarona. Niestety nikt nie odbierał. " Gdzie jesteś...". Od czasu wydarzenia w szpitalu nie pojawił się w szkole. Nie wiadomo gdzie jest, co robi. Dziewczyna wtuliła się w koc. Nie dość, że Evan namieszał jej w głowie to nie wiadomo co się dzieje z Chandlerem.
     Zza rogiem ukazała się zakapturzona postać. Evan pomachał mu ręką, a na jego palcu rozbłysł sygnet. Usiedli na ławce.
- Wreszcie Evan, co tak długo...- burknął nieznajomy
- Tak witasz przyjaciela?
- Do rzeczy
-Mam dla Ciebie zadanie- powiedział Ciemnowłosy. Z kieszeni wyciągnął tablet. Zaraz po włączeniu sprzętu, przedstawił mu zadanie...
  
  

piątek, 7 marca 2014

Nowa znajomość

Nastał nowy dzień. Radosny i w pełni wiosenny. Czarny ptaszek wygwizdywał swoją melodię. Przy drogach rozkwitały przebiśniegi a drzewa wypuszczały pąki młodych listków. Marcowe powietrze pobudzało nadzieje. Niby te same domy, ulice ale coś w nich nadchodziło...
                                                                            Czas na zmiany.
  Powrót do szkoły i codzienności nie był łatwy. Zaległości, bieżące sprawdziany i to była czarna prawda. To było realne życie. Jacyś piękni kolesie machali przed głową jej koleżanki a ona tego nie widziała. Byli na czarno ubrani i ja też. Więc czym się od nich różniłam? Ja żyje a tamci kolesie to duchy, a prościej shinigami. Każdy z nich miał na swój sposób próbować nawiązać kontakt. W tej strefie brakowało Julio i Aarona. Ach ta moja czarna strefa i czarne ubranie odzwierciedlało moją uciechę na wiosnę. Zresztą skoro ich nie ma to nie ma sensu tego poruszać. Bowiem jego miejsce zastało zajęte. Gdyby ktoś pytał to przeze mnie.
 Ja- Alice Lewin- zwykła uczennica w liceum w jakiejś czarnej dziurze. Od kiedy miałam wypadek potrafię widzieć shinigami. Widzę to czego normalni ludzie nie widzą, słyszę to czego inni nie słyszą więc poprawka. Ja- Alice Lewin- nienormalna uczennica liceum w piekle. Cóż, jak na mnie to całkiem normalne stwierdzenie. Jakiś anioł o nieziemsko pięknych pomachał mi. Z niecierpliwością stwierdziłam, żeby spadał.  Wtedy ukazał się przed moimi oczami typek o jasne cerze. Miał bardzo ciemne prawie czarne włosy i niebieskie oczy. Prawie jak wampir z czerwonymi ustami poruszał się z niezwykła gracją. Następnie zwróciłam uwagę na to, że nie miał anioła. Może, anioły wychodziły sobie na niebiańskie piwo? Trzeba się temu przyjrzeć. 
- Witaj piękna
-Ooo to tylko ty..- Ali aż podskoczyła 
-Czy jestem aż taki straszny?
- a wręcz przeciwnie-zaczerwieniła się- po prostu zaskoczyłeś mnie
-Evan
-Alice
-Dopiero co wprowadziłem się do miasta i chciałbym abyś mi pokazała parę fajnych miejsc
- Nie ma sprawy, po szkole 
 Evan odszedł z gracją i rzucił wzrokiem na tył Ali. " Ładny tyłek" pomyślał. Kiedy skończyły się lekcje wyszli razem z budynku. Evan miał w sobie pewien urok, który przyciągał jak magnes. 
- Więc idziemy na piwo niebiańskie? zapytał z lekkim uśmieszkiem
- Co?- Ali się aż zakrztusiła łykiem kawy, który próbowała wypić od rana.
-No przecież żartowałem Alice - uśmiechnął się szerzej.

Dosyć dawno nie pisałam i wiem, że trochę słaba notka. Mam nadzieję, że następna mi lepiej pójdzie. Jeśli gdzieś wystąpiły jakieś błędy to z góry przepraszam ale pisząc notkę przysypiałam. Dobranoc!

piątek, 28 lutego 2014

rozdzielenie


  Kiedy Julio realizował swój perfekcyjny plan- zabawiło się mną życie. Shinigami Julio-prawie nie wiele wiem na temat tego anioła. Wiem jedynie, że to uparty drań o delikatnym głosie. Zastanawiam się jakim cudem stał się aniołem. Minęły już 4 dni od wypadku Ali. Tego dnia Julio wyruszył na podbój. Aaron tak bardzo pragnął normalności w swoim życiu lecz czuł pustkę. Może z powodu Ali?  A może brakowało mu gadatliwego shinigami? No cóż... zegar bił do przodu a dni spokojnie mijały. Głównie w szkole i w szpitalu wałęsając się z kąta w kąt. Całe szczęście ulotniło się wraz z tamtym dniem.  W szkole pusta ławka, dużo smutnych szarych twarzy.  W domu niespokojna cisza lub niespokojne serce wyczekujące na nowiny. 
  Zabrakło uśmiechu a wszystko straciło kolory. Powoli, każdego dnia smutek zastępował zapomnienie i nie chęć. Życie Aarona przybrało nieciekawy obrót. Nie miał przy sobie osoby, z którą mógłby rozmawiać. Jego sekret z dnia na dzień wydał się wszystkim okolicznym plotkarą. Tego dnia Aaron postanowił nie iść do szkoły. Szare życie, szare domy i szare myśli. Myśli ulatujące do nieba? Nie, nie i nie- szare, skłębione pośród szarości. Dla ludzi był nikim i też nie chciał tego zmieniać. Plotki o nim i o Georgu już nie raniły serca ani duszy. Plotki głosiły również, że Ali się obudziła i coraz lepiej z jej stanem zdrowia. Nawet jeśli to prawda to gdzie jest Julio? 
 Postanowił odwiedzić swoją miłość w szpitalu. Od 3 dni nie widział Ali a od tygodnia nie ma shinigami. Docierając na miejsce ujrzał ją. Faktycznie stan Ali się poprawił na tyle, że się obudziła i uśmiechem zarażała ludzi. Cała Alice... potrafiła zmienić świat, kolory, ludzi. Uśmiechem dawała nadzieje i zrozumienie.
-Cześć jak się czujesz?
-Świetnie! Opowiadaj co się działo gdy byłam nieprzytomna- odpowiedziała żwawo
-Czekaj, chciałem o czymś porozmawiać... pamiętasz coś z przed wypadku? Naszą rozmowę w parku?
- Oczywiście! Pocałowałeś mnie wtedy i bardzo zaskoczyłeś. Przepraszam, że wtedy odeszłam. W końcu jesteś moim przyjacielem.
- Nie chodzi mi o uczucia. Rozmawialiśmy o aniołach i o tym, że je słyszę. 
-A to że... jak? -zdziwiła się. 
- Każdy człowiek posiada takiego anioła stróża. Są to shinigami i posiadają imiona. Mój nazywa się Julio i jak widać wyrwał Cię z rąk śmierci...
-Nie wiem co ty bierzesz ale odłóż to
-Niczego nie biorę Ali! Musisz mi uwierzyć! Ty też masz swojego shinigami. Julio obiecał, że wróci...- zasmucony odwrócił się do wyjścia. Kiedy miał na dobre wyjść Ali zaczęła szarpać się rurkami podpiętymi do maszyny.
-Czekaj!- krzyknęła. Aaron automatycznie odwrócił się i zobaczył dziewczynę na podłodze. Szybko podszedł do niej i wziął na ręce. Ali przytuliła się do niego a w jej oczach pojawiły się łzy.
-Zanim coś ci powiem chciałam coś zrobić-powiedziała cichutko-proszę zamknij oczy
Aaron zgodnie z jej poleceniem zamknął oczy. Poczuł na swoich ustach oddech Alice.Po chwili pocałowała go nieśmiało. Aaron otworzył oczy i otarł jej łzy z policzków.
- Julio mnie uratował. Widziałam go, rozmawiałam i wiem, że istnieją. Cały ratunek polegał na tym, że udawał złego i miał mnie odkupić w piekle. Cały plan się udawał dopóki go nie złapali strażnicy. Udało mi się uciec lecz Julio nie. Louis nadal go poszukuje...-twarz schowała w swoich rękach. Aaron przez chwile nie wiedział co usłyszał właśnie i co się dzieje. Położył Ali na łóżku a sam nacisnął na guzik wzywający pielęgniarkę. Gdy kobieta w biało-niebieskim fartuchu pojawiła się w drzwiach Aaron postanowił wyjść.
-Aaron!!- za jego plecami słychać było zapłakany krzyk. Nie mógł się odwrócić ani odpowiedzieć. Chciał jedynie iść na przód.