niedziela, 10 sierpnia 2014

XVII

Tak jakoś nie mogłam się powstrzymać i napisałam rozdział. Wszystko zaczęło się od jednego pomysłu. Postanowiłam wprowadzić kolejną postać , która zamierza mojej dwójce wspomóc w ochronie świata - zapraszam :D 


XVII -"Under control"
  Nastał chłodny wieczór. Aaron i Alice spędzali miły wieczór. Podczas wcinania różnorodnych potraw śmiali się wesoło z żartów. To był ich czas i nic nie mogło tego popsuć- poprawka no może nic tego nie mogło popsuć, chodź w telewizji roiło się od tragizmu i nieszczęść. Tsunami, pożary , morderstwa, wojny, powodzie i wiele innych nieszczęść ludzkich wywołanych przez złe duchy. 
  Upadły potrafi manipulować marzeniami ludzkimi lecz to tylko namiastka tego co potrafi. Wywołuje wojny, wypadki oraz zabójstwa. Jest przesiąknięty złem i nie posiada uczuć. Jedynie Łowca z Ziemskim Aniołem potrafi stawić im czoła i odesłać do piekła lub zlikwidować. Pośród nich krąży legenda w której raz na stulecie powstaje para o sile, która może unicestwić świat. W historii była tylko jedna para, która zdołała pokonać wielu Upadłych z siłą równej unicestwienia planety. Niestety po ich śmierci powstali nowi Upadli.
  Aaron spoważniał przez chwile i spojrzał na jasną twarz swej wybranki. Był ciekawy co to za moc, którą włada i czemu akurat ona? Chciał ją uchronić przed tym ciężarem.
-Aaronie źle się czujesz?-zapytała
-Zastanawiam się jaką moc posiadasz-odpowiedział. Ali przysiadła się bliżej niego.
-Nie martw się . Nic mi nie będzie bo wiem, że mnie obronisz-Oboje postanowili nie kryć przed sobą prawdy.Chwyciła jego rękę i wydarzyło się coś niesamowitego. Ich ręce się chwyciły a nad nimi pojawił się znak  nieskończoności- taki sam jak ma Ali na ręce. Niebiesko-żółte światło , które wydawało się piękne i cieplutkie. Na ręce Chandlera ukazał się znak      . Spojrzeli sobie w oczy i pocałowali się. Światło pojaśniało a znak , który pojawił się nad nimi znikł. Oboje otworzyli oczy.
- Co się właśnie stało?-zapytał. Światło znikło  a Ali spojrzała na jego rękę.
-Teraz wiem, że mamy taką samą moc-stwierdziła 
-Zapytamy się jutro Milo-rzekł Aaron
-Dobrze- oparła się o jego ramię głową- ukrywałam się przez tydzień, ponieważ szukałam informacji o biologicznych rodzicach -posmutniała 
-Mogłaś mi powiedzieć. Pomógłbym ci
- Nie. Chciałam abyś skupił się na swoim treningu ale chcę abyś pojechał ze mną ich poznać -powiedziała
-Dobrze, będę cie wspierał-przytulił ją do siebie. Cały jego świat znajdował się w jego rękach. Najchętniej nigdy by jej nie wypuścił z ramion. Nastała głucha cisza jak przed burzą, która miała się rozpętać- ktoś zapukał do drzwi. Aaron spojrzał na uśmiechnięta Alice. Jak mógłby ją teraz zostawić ?Cóż mógł począć skoro natarczywe pukanie dzwoniło mu w uszach. Wstał niezadowolony z niedogodnej sytuacji. Otwierając drzwi ukazała mu się nowo poznana dziewczyna Caroline. Aaron miał minę jakby miał zaraz zamknąć drzwi przed nią.
-Hej to znowu ja....nachalna laska -uśmiechnęła się złowieszczo
-Coooo?...-zapytał z przerażeniem. W okół dziewczyny pojawił się ciemno-czerwony dym.
-Nie pozwolę-pomyślał Aaron. Chwycił za swój pierścień leżący na szafeczce i wycelował w nią
-HA HA ha-zaśmiała się jak prawdziwa bestia.Uniosła swą rękę i wypowiedziała niezrozumiałe słowa. Aaron uderzył z niewiarygodną siłą w ścianę
-Taki młody i słaby-westchnęła Caroline. Czyżby jej żal było?
-Upadła- powiedział głośno starając się wstać z podłogi.
-We własnej osobie -skłoniła się 
-Wam nigdy nie wybaczę-stwierdził trzymając się za ramię , które krwawiło. Nagle w pokoju obok zaświeciło się niebiesko-białe światło.
-zwęglone serce-wyszła z tego pokoju blond dziewczyna. Nie była już tą samą Alice. W okół niej była bariera a od niej można było wyczuć przytłaczającą siłę. 
-To niemożliwe!-krzyknęła Caro, której nogi ugięły się w kolanach. Moc Alice ciągle wzrastała a światło niesamowicie raziło. Aaron zasłonił oczy rękami.
-menulenkon jirom-powiedziała Ali. Caroline zaczęła krzyczeć niemiłosiernie aż wreszcie krzyki ustały a światło znikło. Ali upadła na podłogę. Aaron otworzył oczy i ku zaskoczeniu z Caroline pozostały jedynie ubrania.
-Więc, to jest jej moc?Trochę straszna-uklękł przed nią i podniósł.
                                          ***
  Aaron zaprowadził Alice w miejsce gdzie zazwyczaj spotykał się z Milo. Nie mógł pozostawić ich obecną siłę bez opieki. Zamiast Milana ujrzeli wysokiego mężczyznę odzianego w czarne ubrania. Cala trójka spojrzała po sobie 
-młodziaki- powiedział mężczyzna zatrzymując swój wzrok na Alice.
-A ty to?-powiedział zirytowany Aaron
-Twoje utrapienie do końca życia- uśmiechnął się nieznajomy.Odwrócił się za siebie
-Jak zawsze modnie spóźniony Milo-powiedział ciemno blond włosy mężczyzna oparty o drzewo , który przeszywał ich swoimi zielono-szarymi oczami-tak dawno się nie widzieliśmy-wyciągnął do niego ręce
-Ta to było wczoraj w mojej restauracji -westchnął Milo
-i zjadłem wszystkie różowe babeczki-zaśmiał się nieznajomy
-Aż się popłakała -stwierdził Milo
- I taki był plan
-Nie mów , że znowu wdrożyłeś epicki plan macki?-zapytał Milan
- A gdzie tam- po jego minie widać było, że jednak tak
- EJ! My tutaj dalej jesteśmy- przypomniał się Aaron
- A no wiem... to Charles- powiedział wesoło Milo, klepiąc swojego przyjaciela po plecach-pomoże Alice w treningu a ja zajmę się Aaronem
-O to wy się pozbyliście Eleny -stwierdził Charles podchodząc do Alice
- Spokojnie Charles, ona ich zaatakowała- uspokoił go Milo
-No przecież wiem. Zdradziła mnie suka więc się należało -Charles chwycił za ręce Alice i pociągnął za sobą
-Co jej robisz?-zapytał Aaron. Charls się zatrzymał na chwilę.
-Nie musisz być zazdrosny. Włos jej z głowy nie spadnie-powiedział a następnie ruszył przed siebie. Zatrzymali się po piętnastu minutach wędrówki.
- Mogłam sama iść. Nie musiałeś tego robić-stwierdziła Ali
-Musiałem inaczej uciekłabyś do jakiś krzaków-powiedział wyjmując telefon z torby.
-Przemień się. Będziemy walczyć-rzucił w nią kijem
-Ja tak nie potrafię.-powiedziała
-Przewidziałem to-Charls zamknął oczy i w okół niego pojawił się błyszczący biały dym. Liście niespokojnie zadrżały a na niebie pojawiły się ciemne chmury. Otworzył oczy a jego pierścień rozbłysnął
-Jesteś łowcą?-zapytała przerażona
-Posiadam moc Ducha Ziemi i Łowcy. Po śmierci Eleny moce wróciły do mnie-odpowiedział
-Kim ona była?-zapytała
-Duchem Ziemi i moją miłością lecz gdy się stoczyła -tu przerwał na chwilę-Upadłą . Za dużo pytań. Przemieniaj się 

niedziela, 3 sierpnia 2014

XVI

Chcę podziękować wszystkim za świetne pomysły (szczególnie Marcinowi, któremu bardzo stara się o fajne wątki). Tyle się ostatnio działo, musiałam się torturować oglądając różne romanse aby napisać ten rozdział. Mam nadzieje , że się spodoba.

 Rozdział XVI - "HOMECOMING" 
Dziś minął tydzień od incydentu z Eleną. Postanowiłem stać się silniejszy. Jedynie co musiałem zrobic to przejść trening. przygotowany przez Milo. Każdego dnia trening rozpoczynany był od sprawdzenia wytrwałości fizycznej. Skoro miał współpracować z Alice musiał jej dać czas na przemianę. W końcu bieg na 10 km nie był już wyzwaniem. Nauka zaklęć również stała się coraz łatwiejsza. 
-Chandler ! Masz ćwiczyć!-krzyknął Milo jakby od tego zależało jego życie. 
-Czasami mam wrażenie, że on ma ADHD.- pomyślał Aaron
Podsumowując od tego zależało jego życie lecz Chandler nie mógł się skupić. Zerkał na swój telefon w nadziei , że dostanie sms lub ktoś zadzwoni.Dręczył go brak kontaktu z jego całym blond światem. 
-Cholera!- przywalił pięścią w gałąź, która natychmiast się rozleciała a jej odłamki znalazły się w krzakach. Nie poddawał się - napisał kolejną wiadomość.
-Chandler!- usłyszał głos Millana zza krzaków.
-Chandler to Chandler tamto . Zarypię go -stwierdził Aaron
-Aaron?!- czarnowłosy był również poirytowany
- Nie , babcia Stefcia - i tak przez dobre dwie godziny chłopaki ganiali się po lesie. Wypowiadali zaklęcia oraz darli się na całe gardło. 
-Co się dzieje? jesteś nie skupiony- zapytał Milo
-Chodzi o Ali. Nie pisze nie odzywa się...- zmarkotniał Chandler
-Pewnie przez tą sytuacje z Eleną. Daj jej czas. Zaskocz czymś miłym
-Czym mam ją zaskoczyć ?- zapytał zaciekawiony Aaron drapiąc się po głowie
-zaprosisz ją na randkę ! najlepiej do domu. -krzyknął uradowany Milo
-Co mam zrobić?-zapytał rozczochraniec
-Zaproś! Ugotujesz coś smacznego. Umiesz gotować, prawda?-widocznie tylko Milan był podekscytowany 
-No... usmaże jajecznice, zajele gorącą wodą zupkę chińską -zerknął na poirytowana minę przyjaciela -to może zadzwonię do pizzerii ?
-a potem ona zobaczy wyrzucone w śmieciach opakowanie a twoje szanse u niej spadną-rzekł oparty o drzewo 
-brzmisz jakbyś był doświadczony-Chandler schował swój pierścień do torby.
-Skoro jesteśmy w lesie możemy coś upolować. Może niedźwiedzia?-zaproponował Milan
-Tu nie ma niedźwiedzi...
-Jelonka?- ten człowiek nie dość , że miał ADHD to rozwalał mój młodszego przyjaciela 
-Lubisz bambi?

-Przerwa na kolejny odcinek anime !-krzyknął podekscytowany Milo.
- nie no tylko nie to - jęknął Aaron. Obaj usiedli opierając się o drzewo 
-Nie marudź. Kirito obroni świat gier!- Aaron o mało nie dostał czkawki. Po 30 minutach przyszła do nich uśmiechnięto Alice. Jej mina się radykalnie zmieniła gdy tylko zobaczyła klęczącego przed Milanem
-Obiecuje ci Asuna , uratuje cię ! - krzyknąl Aaron wczuwając się w rolę Kirito. Ali opadła szczęka w dół i zaczęła się rechotać. 
-O hej to nie tak jak myślisz - Aaron poczerwieniał na twarzy
- Nie wnikam co robiliście -odpowiedziała mu
-No dobrze. Zapraszam cię na randkę do mnie do domu na 17:00
-Nie mogłeś mi tego w smsie napisać?-zapytała
-Dzwoniłem milion razy ale nie odbierałaś - posmutniał 
-Och, tak wiem . Zajęta byłam , przepraszam . Więc do 17:00!- odwróciła się i wróciła do domu. 
-Milo tryb gotowości - rzekł Aaron
- Tak jest! Cel: gotowanie !- uśmiechnął się. 
Zbliżała się godzina 17:00 . Aaron zgodnie ze wskazówkami Milana wyrzucił śmieci. Jego przyjaciel zajmował się potrawami. Schodząc na dół zaczepiła go sąsiadka , która od nie dawna się wprowadziła . Miała ok. 170 wzrostu i ciemną karnacje, która wskazywała na wschodnią.
-Witam , jestem Caroline. -powiedziała uśmiechając sie uroczo
- Aaron -odpowiedział biegnąc do śmietnika. Dziewczyna za nim powędrowała.
-Jesteś tu nowy?-zapytała 
-Stary, znaczy długo tu mieszkam ale tylko czasem bywam w domu. Wybacz ale śpieszę się. -Aaron pobiegł do swojego mieszkania aby kontynuować przygotowania.
-Kolejny Łowca- mruknęła Caroline.
 Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Obaj jak porażeni prądem spojrzeli na zegarek. Punkt 17:00.  Milo zdążył włączyć romantyczną muzyczkę i wbiegł do kuchni aby wyskoczyć z okna.
-Powodzenia - a następnie wyskoczył z okna wprost na krzaki. Usłyszał rozmowę sąsiadów.
-Pewnie ta z 5 piętra znowu wyrzuciła kochanka -powiedział jakiś męski głos
- A nie z 2 piętra? On żyje- odpowiedziała jakaś kobieta
- Żyje bo lubi- usłyszał jakiegoś żartownisia. Aaron odkleił się od okna i poszedł do przedpokoju i otworzył drzwi. Stała tam Ali ubrana w czarną sukienkę. Aarona aż zatkało
-Pięknie wyglądasz- stwierdził nie mogę oderwać od niej wzroku. 
-Dziękuje - odpowiedziała z rumieńcami na twarzy. Eleganckim ruchem znalazła na w jego mieszkaniu. Aaron wprowadził ją do swojego pokoju na, którym były świece i jedzenie. 
-Teraz możemy sobie spokojnie porozmawiać- stwierdził głośno
- Pewnie- potwierdziła jego słowa lecz miała wrażenie, że są obserwowani. Rozejrzała się nerwowo po pokoju.

niedziela, 20 lipca 2014

XV

W poprzednim rozdziale...
"Wybiegła z domu wprost na pewnego wysokiego chłopaka. Oboje wylądowali na chodniku odstraszając gołębie
- Jejku ale z ciebie rakieta. Nie wiedziałem , że na mnie lecisz- odpowiedział uśmiechając się
-Aaron!- dziewczyna długo nie myśląc rzuciła mu się na szyje. Przechodnie wpatrywali się na dwójkę, która leżała na chodniku"

               XV- Goodbye Elena, Welcome Milan -co się stało?-zapytał zaniepokojony
-Nie chcę o tym rozmawiać. Po prostu mnie przytul-łezka spłynęła z jej policzka. Aaron przytulił ją do siebie.
-Chyba powinniśmy wstać-powiedział patrząc na przechodzących obok ludzi.
-Jakie słodkie gołąbeczki!-Alice usłyszała damski głos, a przed oczami ukazała się Shinigami.
-Posiadasz nowego Anioła-ucieszyła się
-Ona mnie widzi i słyszy- powiedziała zszokowana shinigami. Ali i Chandler wstali z chodnika.
-Wyczuwam niebezpieczeństwo-stwierdziła brązowowłosa Shinigami
-Nie przesadzaj Beatrice, bo gadasz tak od wczoraj-powiedział Aaron
-Ma racje- poparł ją Julio. Alice i Aaron spojrzeli po sobie.
-Może krótki spacerek?-zaproponował
-Chętnie- odpowiedziała. Spacer miał być krotki lecz spędzili całe popołudnie. Słońce zaczęło zachodzić. Blondynka ustaliła z rodzicami, że weźmie pokój na poddaszu a Elena zadomowi się w pokoju z Arią. Wzięła szybki prysznic i z uśmiechem wspominała spacer z Aaronem.  Ali powróciła do swojego pokoju w egipskich ciemnościach. Rzuciła ręcznik na krzesło i chwyciła za kołdrę Nagle podskoczyła, ponieważ w jej łóżku ktoś już leżał. Zapaliła nocną lampke
-Bosh Aaron! Leżysz w moim łóżku jak psychopata- szepnęła w jego stronę
-wolę określenie "leżysz jak demon lub jak James Bond"- obdarzył ją uśmiechem. Ali usiadła na łóżku i układał biżuterie w pudełku
-czemu tu jesteś?-zapytała zaciekawiona. Położyła się obok niego zabierając swoją kołdrę oraz odkrywając Aarona z rozpiętą czarna koszulą.
-chcę czegoś spróbować- odpowiedział
-skąd wziąłeś ten tekst? Czyżby z poradnika?-spytała rozbawiona.Aaron podniósł się aby zgasić lampkę. Ali poczuła na swojej twarzy ręce Aarona. Były takie ciepłe i delikatne. Widziała zbliżającą się jego twarz. Serce biło jej jak oszalałe stado wilków. Wreszcie ich usta zetknęły się ze sobą. To był jeden z tych pocałunków na poważnie. Ali poczerwieniała na twarzy a na cały ciele czuła euforie. 

-Dobranoc-szepnął z lekkim uśmiechem. Ponownie się podniósł i wyszedł oknem. Ali jeszcze przez chwile nie mogła złapać tchu.
  Następnego dnia Aaron zapukał do drzwi Levinów. Otworzyła Elena
-Hej-zmierzył ją wzrokiem-Jest Alice?-zapytał grzecznie
-Niestety nie mam jej w domu. Niedługo powinna być. Wejdziesz?-zaproponowała Elena
-Skoro tak mówisz...- Aaron wszedł do domu
-Może się czegoś zimnego napijesz? Taki upał na dworze-wyciągnęła z lodówki sok mandarynkowy
-Jasne, dziękuje-westchnął ciężko, ponieważ nie mógł nigdzie znaleźć Alice. Nie było jej w szkole ani w domu. Gdzie mogła pójść?
-więc, jesteś jej chłopakiem?-zapytała unosząc brew.
-My... jeszcze nie-zerknął nerwowo na szklankę z sokiem.
-Słyszałam was wczoraj w nocy-uśmiechnęła się uroczo. Chandler nerwowo złapał za szklankę i wziął łyka soku.
-Dobrze, że przyszedłeś- ujawniła swój złośliwy uśmieszek. Nagle Aaron złapał się za gardło, które się zaciskało. Chełstami brał powietrze
-Co ty mi zrobiłaś...-szepnął opadając z sił.
-Moony detention-wypowiedziała energicznie przed opadającym na podłogę Aaronem
-Wstań Aaronie. Dobrze, że nie wybudziłeś swoich mocy Łowcy Upadłych-powiedziała spokojnie Elena. Na jej nadgarstku ujawnił się znak nieskończoności ∞. Aaron wstał gotowy na nowe rozkazy. Jego oczy utraciły blask.
-Idziemy Aaronie-powiedziała stanowczo. 
  Elena prowadziła Chandlera przez ciemne oraz wąskie uliczki. W końcu znaleźli się w podziemnej piwnicy. Było tam zimno i ciemno. Elena zatrzymała się obok związanej do rur Alice
- Aaron! - ucieszyła się na jego widok
-Uderz ją , żeby się zamknęła-powiedziała władczo Elena. Ali nie rozumiała dlaczego Aaron zbliżał się do niej z podniesioną ręką
-Aaron! Co ty wyprawiasz?!-zapytała spanikowana Ali. Była skulona
-Masz się zamknąć!-krzyknął uderzając ją w twarz. Na jej policzku pojawiła się kolejna rana.Jej liczne rany uświadamiały, że jest torturowana od rana. Jednak rana zadana przez Aarona była najboleśniejsza. Oczy jej zaszkliły się od nadmiaru emocji. Elena założyła ciemny płaszcz oraz wyciągnęła księgę.
-Teraz ją zabij-powiedziała rudowłosa. Aaron stał obok przestraszonej dziewczyny, która miała ochotę krzyczeć. 
-Aaron...-szepnęła z ostatnią nadzieją w sercu. Nagle usłyszeli ciężkie nadchodzące kroki. Zza nimi ukazał się zakapturzony nieznajomy.
-Witaj Eleno- powiedział 
-Milan, byle szybko-popędziła go
- Nie będę słuchał najgorszej suki -wymierzył swój pierścień w jej stronę- pierścień ją sparaliżował
-Zawsze wiedziałam, że będziesz tym co mnie pokona-stwierdziła. Milan bez wahania rzucił w nią 3 nożami.-niech cię diabli-wydusiła z siebie ostatnie słowa i po chwili zamieniła się w czarny pył. Aaron stojący obok Ali z zamiarem zabicia swojej miłości nagle oprzytomniał. Czuł się jak po koszmarze. 
-Jestem Milo, Łowca Upadłych- powiedział mężczyzna o niebieskich oczach i jasna brązowych włosach.Był ubrany w czarne szaty.Uwolnił wraz z Aaronem Alice. 
-jesteś wstanie iść?-zapytał Milan
-Może ci pomóc- zaproponował zatroskany Aaron.Spojrzał na jej twarz a potem na ręce i nogi.
-Nic mi nie jest-stwierdziła ledwo mówiąc. Oboje pomogli jej się wydostać z piwnicy.

sobota, 12 lipca 2014

XIV

Większość czytelników pewnie padnie na zawał. Co mi się stało, że napisałam notkę? Lepiej pozostawcie emocje na później. Elena dużo emocji przyniesie wraz z swoim pobytem.

"who am I"

Po rozmowie z Ali z Aaronem- szybko zasnął . To nic , że spędzała już 3 noc u swojego kolegi. I myślicie, że ktoś zadzwonił? Niestety telefon milczał jak cholerna egipska ciemność. Znaczy głuchość, a może cisza? Całkiem możliwe , że jej telefon zamienił się w cichego ninje , które nie pokazuje połączeń. Ali leżała w łóżku lecz nie spała. Nie mogła usnąć po tylu informacjach. Złapała za telefon. Było tylko jedno połączenie nieodebrane- Aria . W sumie to było przygnębiające, mało co pamiętała i prawie nikt się nie interesował. Może Aaron dzwonił do jej rodziców? Alice przewróciła się na drugi bok. Cóż, jedyne co mogła zrobić to czekać do rana...
Brązowo włosy otworzył oczy. Tak, było rano a niebo przedstawiało codzienny spektakl "wstawania słońca". Aaron czasami miał wrażenie , że jest tylko mało ważnym widzem . Tylko bardziej kapryśne są kobiety " Halo jestem słońcem i dzisiaj poświecę ci w oczy a jak będę ci potrzebne to się schowam za chmurami". Wstał potykając się stertę książek. Ten dzień zapowiadał się świetnie. Taka sobie sobota, a może weekend? Prawdopodobnie Ali dzisiaj wróci do domu. A on sam znowu zostanie- przecież, nie może jej zatrzymać !" A może jednak? Upić, przywiązać do krzesła i wsadzić do piwnicy? "- Aaron aż poczerwieniał od tych myśli. Wyjrzał przez okno - rozpadał się deszcz. Postanowił sprawdzić czy blond włosa nadal śpi. Cichutko aby nikogo nie obudzić zakradł się do własnego pokoju. Pchnął drzwi i rozległ się dźwięk piszczących, starych drzwi.
- Nie wiedziałam, że chcesz poderwać kogoś- usłyszał cichutki dziewczęcy głosik- i do tego zakradasz się jak prawdziwy James Bond
-o cholera!- szepnął Aaron. Ali miała w ręce jego tajemniczą książkę pt " Jak sprawić aby dziewczyna stała się twoją partnerką".
- Ja mogę to wytłumaczyć! - rzekł chłopak
- Po prostu przyznaj się z kim chciałeś dzielić romantyczne chwile-powiedziała rozbawiona Ali. Puściła oczko do zarumienionego Chandlera . Chuda rączka odłożyła książkę na komodę i wstała z łóżka. Chłopak naburmuszył się i ciężko westchnął
- Z nikim... to tylko... ktoś zostawił- tłumaczył się
- I niby mam ci wierzyć? - obdarzyła go pełnym uśmiechem
-Tak właśnie -spojrzał morderczym wzrokiem. Blondynka zbliżyła się do niego
-Aaronie , mój drogi przyjacielu... będę się zbierała się do domu.-powiedziała
-Jak sobie życzysz-mruknął-odprowadzę cię
-Dobrze daj mi parę minut- Ali wyszła z pokoju . Po kwadransie była gotowa do wyjścia. Wyszli trzaskając drzwiami frontowymi. Aaron rozłożył parasolkę i trzymał na ich głowami.
- To powiedz mi kim jest ta dziewczyna? Chociaż jak się nazywa-męczyła go
- Nie- odpowiedział krótko.Czemu się uczepiła tego? Przecież to on jej wyznał swoje uczucia. Może nie pamiętała .
-Mi nie powiesz? Przecież najlepszym przewodnikiem jest płeć przeciwna- zarumieniła się
-Alice, jesteśmy na miejscu- specjalnie ominął temat.
- Dziękuję ci za wszystko-przytuliła się do niego a potem weszła do domu.- na pewno nie chcesz wejść do domu?
- Pewno- wydobył z siebie sztuczny uśmiech. Nie lubił pożegnań.
-Więc do poniedziałku. Żegnaj- Ali zamknęła drzwi. Była w ukochanym domu. Niestety nie przywitała ją radosna atmosfera. Na górze ktoś się kłócił. Ali postanowiła to sprawdzić i poszła na górę.
- To jest nasza córka! - krzyczała rozpłakana mama.
- Mamo, co się dzieje?-zapytała. Wszystkie pary oczu powędrowały na blondwłosą , jakby zobaczyli ducha.
-Cześć , jestem Elena-rudowłosa , nieznajoma podała jej rękę. Ali ścisnęła z pełnym wdziękiem. 
- Alice
-Cieszę się, że mogę cię poznać. Tyle plotek słyszałam na twój temat. Jesteś piękna.- Ali spojrzała na nią wzrokiem zabójcy. Nawet się nie znają a ona wychwala jej urodę? Coś nie tak z rudowłosą osóbką. Niby taka niska jak jej mama. 
- Taaa... to powiecie mi co się dzieje?- zwróciła się do rodziców. Po ich wyrazach twarzy można było wnioskować, że nie pierwszy dzień trwa konflikt.
-Dziewczynki idźcie do pokoju- powiedział zdenerwowany ojciec. Dziewczyny posłuchały się i opuściły korytarz. W pokoju zastały leżącą Arie zajętą muzyką i portalami plotkarskimi. W pokoju nastała cisza. 
                                                                 ***
Nastała leniwa niedziela. Elena nocowała u Levinów.  Blondwłosa nie rozumiała co robiła Elena w jej łóżku. Postanowiła porozmawiać z ojcem.
- Tato, kim naprawdę jest Elena?- zapytała najmłodsza z rodziny. Mężczyzna wyłączył telewizor.
-Jest naszą córką, która zaginęła krótko po tym  jak się urodziła. Ty jesteś adoptowana. Uznałem , że powinnaś wiedzieć mimo sprzeciwu mamy- nastała niezręczna cisza- Nadal cie kochamy i wychowaliśmy jak własne dziecko- Ali spojrzała na zdjęcie rodzinne . Kim ona tak naprawdę jest? Kim są jej rodzice?  Tyle pytań obijało się po jej głowie
-Dziękuje, muszę wyjść- Jedyną osobą , którą chciała widzieć to Aaron. Jedyny znany jej przyjaciel. Wybiegła z domu wprost na pewnego wysokiego chłopaka. Oboje wylądowali na chodniku odstraszając gołębie
- Jejku ale z ciebie rakieta. Nie wiedziałem , że na mnie lecisz- odpowiedział uśmiechając się
-Aaron!- dziewczyna długo nie myśląc rzuciła mu się na szyje. Przechodnie wpatrywali się na dwójkę, która leżała na chodniku.

sobota, 28 czerwca 2014

XIII

   Notka troszkę szybciej. Mam nadzieję, że się spodoba! W następnym rozdziale zawita Elena- ciekawe co wykombinuje dla Alice i Aarona? Ostatnio wszędzie widzę pary AA- Alice i Aaron , Aria i Alex. Chyba powinnam odstawić Vanish lub zapisać się na anty AA XD . Nowa zakładka - Blogarnia


 " Oblivion"- coś co nie powinno istnieć nie zostanie zapamiętane. Jedynie Anioły i Upadli są naznaczeni. 

-przepraszam Alice. Za wszystko i nie dotrzymałem obietnic . Nie jestem wstanie już cię obronić. Jestem rad, że zdążyłem przeprosić-powiedział cicho Evan. Po jego minie można było stwierdzić,że bardzo cierpi. Alice mocno trzymała jego ręce.
-Już nic nie mów...będzie dobrze- powiedziała bardzo ciepłym głosem.
 Aaron stał naprzeciwko Upadłemu. Znał swój los oraz wiedział, że podzieli go z Evanem. Zakapturzony Upadły wyciągnął ręce w kierunku Aarona. Chłopakiem targały emocje. Jego kolana ugięły się a jednocześnie poczerwieniał ze złości" Co robić? Co począć? Jak to zrobić?"- gorączkował się. Wiedział, że jeśli uciekną to i tak zginą. Spojrzał na cierpiącego z bólu Evana. Chociaż go nie lubił  to było mu żal go.  Aaron podniósł nóż leżący na ziemi. W tej samej chwili niebo pojaśniało. Wszystko obok nich jaśniało, a dziwnym dźwięk przytłaczał. Alice i Aaron opadli z sił. Przez jasne światło nic nie widzieli a dźwięk bombardujący uszy denerwował. Alice postanowiła bronić ostatnie chwilę Evana. 
Chandler przez chwilę zastanawiał się czy tak wygląda śmierć. Rzucił przed siebie nóż a dźwięk stał się nie do zniesienia. Alice ponownie złapała za rękę Evana a raczej Upadłego Julio. Z jego rany zaczął się unosić lśniący, brokatowy dymek. Julio poruszył ustami
-Zawsze będę przy tobie, przepraszam...
-Nie masz mnie za co przepraszać! Żyj!- Krzyknęła złotowłosa. Jego głowa opadła luźno. Po kilku sekundach jego ciało zamieniło się w unoszący się dym. 
-NIE!! EVANNN! - Alice nie wiedziała co się z nią dzieje. Świat zaczął jej wirować przed oczami i chwilę potem zemdlała. Aaron wytrzymał parę sekund więcej. Dojrzał Upadłego, który wyciągał nóż . Trafił go w ramię. Po tych paru sekundach również zemdlał. 
Alice otworzyła swoje ciężkie powieki. Czuła jakby jej nadgarstek palił ścięgna. Rozejrzała się dookoła- ściany otaczające ją miały niebieski kolor. Jedynie co wiedziała to, że nie jest w swoim pokoju. Aaron wszedł do pokoju i zauważył, że dziewczyna nie śpi.
-Cześć! Jak się czujesz?- zapytał troskliwie
-Chyba dobrze- powiedziała Ali
-Pamiętasz co się stało dwa dni temu?- zapytał zaciekawiony. Sam nie wyglądał najlepiej. Był poobdzierany ze skóry-jakby walczył z nawiedzonym stadem kotów.
-Dwa dni temu... tyle spałam? 
-Hmmm- mruknął
- Aaron, ja nic nie pamiętam- Ali złapała się za głowę.
-spokojnie- powiedział i przytulił ją do siebie- twój chłopak- Evan poświęcił życie aby cię ratować. Potem zraniłem Upadłego i oboje zemdleliśmy. Kiedy się obudziłem walczyłaś z Upadłym ale jakby to nie ty. Zadałaś mu parę ran złotym nożem i powiedziałaś " dimisissem eam ad inferos" . Zakapturzony rozsypał się a ty ponownie zemdlałaś.
- Evan? Kto to jest ?
- To tak naprawdę Julio, który stał się Upadłym poprzez złamanie prawa- odpowiedział jej
- Ugh- jękła Levin i złapała się za nadgarstek.
-Pokaż -powiedział zatroskany Chandler. Złapał za jej nadgarstek i przeraził się tym co zobaczył. Miała na nadgarstku znak nieskończoności. Oboje popatrzyli na siebie z przerażeniem.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

W połowie...

   Yeah ! Powróciłam jako zombi :D Już niedługo pojawi się nowa postać -rudowłosa piękność, która zawróci w głowie nie jednemu chłopakowi. Niestety mój rozdział jest napisany w połowie a dalej jestem w kropce. W przyszłym tygodniu pojawi się nowa zakładka tzw pojęcia. 
Elena Dunham
Utalentowana Włoszka, która posiada znak nieskończoności. Uwielbia się droczyć i bardzo często jest cyniczna.
 Jak wiecie, Evan okazał się Julio- która tak naprawdę nie zniknął. Niestety broniąc Alice zaryzykował własnym życiem. W następnej notce chcę ujawnić dalsze losy Aarona. Ciekawa jestem czy jego uczucia są stałe.  Po całym wydarzeniu razem z Alicją porozmawiają sobie na ten temat. 

środa, 4 czerwca 2014

XII

    "Unintended"

Wybaczcie mi to, że tak długo nie dodawałam notki. Znowu składam życie do kupy. Jednakże treść tej notki była już dawno zaplanowana -wcześniej niż moje życie się posypało. Dedykacja miała być dla mojego byłego (chciałam mu pierwszy raz pokazać moje dzieło) ale w sumie skoro nie jesteśmy razem to dedykują ją dla Naffa i Koizumi.

     Było rano a nawet zbyt rano dla normalnych ludzi. Leniwe 
słońce chciało zatrzymać się. Szarość ogarnęła całe podwórko. Wściekły zegar cykał i denerwował dziewczynę. Dzień w dzień tylko cykał do przodu"i wcale mu się nie znudziło" pomyślała. Miała jeszcze do 7 dwie godziny i jakoś musiała to znieść. Patrząc po pokoju zauważyła, że dawno nie sprzątała. Po drugiej stronie spała Aria
-Mamo, daj mi spać-mamrotała przez sen ośliniając poduszkę i rękę. Dziewczyna ile razy by tego nie widziała zawsze poprawiało jej to humor. Powoli wstała uśmiechając się do świata "helloł świecie, dzisiaj będzie ładny dzień" pomyślała. Wybiła godzina 6 a budzik w telefonie Arii zaczął grać piosenkę Tegan and Sara - Where Does the Good Go. Obie popatrzyły na siebie przez chwile. Po chwili Aria pobiegła do łazienki cała czerwona. 
-Jak zwykle- westchnęła rozczochrana Alicja. Ubrała się białą sukienkę, co było już błędem. Kolor biały przyciągał plamy... 
    Tego dnia Ali i Evan jak co dzień mieli iść do szkoły. Evan czekał na nią siedząc na bramie. Ali zawsze zastanawiała się jak on to robi i te metalowe strzałki nie wbijają mu się w tyłek xd. Wybiegła z domu lekko trzaskając drzwiami.
-Cześć piękna- powiedział z uśmiechem. Blondynka zaczerwieniła się. 
-Może, nie pójdziemy do szkoły?-zaproponowała
-Ale czemu Alicjo? uśmiechnął tak jak zawsze to robił
-Spędzimy więcej czasu razem
-Znowu będziesz miała zaległości- złapał ją za rękę-chodźmy, przynajmniej się spóźnimy.
-Proszę, proszę 
- No dobrze- dalej szli spacerowym krokiem. Nagle zadzwonił telefon Evana. Chłopak pocałował Ali w policzek i puścił jej rękę. Oddalił się od niej bez słowa i spokojnie rozmawiał szeptem. Ali nigdy nie widziała u niego takiej poważnej miny. Po kilku minutach wrócił do niej.
-Spotkamy się w szkole- pocałował ją w czoło - kocham cię.
I odszedł szybkim krokiem. Całe jego zachowanie było dziwne. -Może ma inną?-pomyślała-powinnam go śledzić
      Aaron tymczasem śledził zakapturzoną postać. Od czasu do czasu widać jedynie blask głębokich niebieskich oczu. Zadanie miał utrudnione, ponieważ wiedział, że jeśli zostanie odkryty zostanie zabity. I jak niby miał zabrać tą pieczęć upadłego? I wszystko po to aby zebrać nowe informacje o swoim stróżu. Skoro nie mógł nic zrobić to przynajmniej oczekiwał na okazje. Po drugiej stronie słychać było rozmowy pracowników w piekarni. Zakapturzona postać wpatrywała się swój zegarek. Aaron jedynie mógł dostrzec znak nieskończoności   na jasnym nadgarstku postaci. Słońce przykryte chmurami nie nagrzewało zbytnio ziemi. Obejrzał się do tyłu i zauważył następną zakapturzoną postać-no to już po mnie- pomyślał. Jednak postać szybko znalazła się po drugiej stronie Aarona. W tym czasie z jasnej szyi spadł łańcuszek. Obaj popatrzyli się do tyłu. To była Ali
-UCIEKAJ-obaj krzyknęli. Zakapturzona postać Upadłego wycelowała nożem w nią. Dziewczyna zamknęła oczy ale po chwili je otworzyła. Ktoś ją ochronił.LINK
 -Cholera dostałem?-pomyślał wybawca. Nawet nie zorientował się, że to nie jeden a 3 noże z trucizną trafiły w jego brzuch. Nad jego głową pojawiły się złote włosy
-Nie... to nie możliwe... to po prostu nie możliwe- łzy zaczęły spadać po policzkach - Evan
-Kocham cię- uśmiechnął się bardzo delikatnie- posłuchaj mnie teraz uważnie dobrze? Jestem Julio ten sam co cię uratował po wypadku. Wtedy gdy kazałem ci uciekać, niestety mnie złapali i stałem się Upadłym. Niestety nie posiadałem zbyt dużej siły, ponieważ nie zabiłem nigdy. Upadli rosną w siłę wtedy gdy kogoś zabiją.  Jako pół człowiek i pół Upadły-nie dokończył ponieważ musiał wykrztusić krew. Alice bardzo mocno ściskała jego ręce
-Evan! Nie umieraj proszę! 
W tym czasie Aaron ustawił się na przeciw Upadłemu...