Większość czytelników pewnie padnie na zawał. Co mi się stało, że napisałam notkę? Lepiej pozostawcie emocje na później. Elena dużo emocji przyniesie wraz z swoim pobytem.
"who am I"
Po rozmowie z Ali z Aaronem- szybko zasnął . To nic , że spędzała już 3 noc u swojego kolegi. I myślicie, że ktoś zadzwonił? Niestety telefon milczał jak cholerna egipska ciemność. Znaczy głuchość, a może cisza? Całkiem możliwe , że jej telefon zamienił się w cichego ninje , które nie pokazuje połączeń. Ali leżała w łóżku lecz nie spała. Nie mogła usnąć po tylu informacjach. Złapała za telefon. Było tylko jedno połączenie nieodebrane- Aria . W sumie to było przygnębiające, mało co pamiętała i prawie nikt się nie interesował. Może Aaron dzwonił do jej rodziców? Alice przewróciła się na drugi bok. Cóż, jedyne co mogła zrobić to czekać do rana...
Brązowo włosy otworzył oczy. Tak, było rano a niebo przedstawiało codzienny spektakl "wstawania słońca". Aaron czasami miał wrażenie , że jest tylko mało ważnym widzem . Tylko bardziej kapryśne są kobiety " Halo jestem słońcem i dzisiaj poświecę ci w oczy a jak będę ci potrzebne to się schowam za chmurami". Wstał potykając się stertę książek. Ten dzień zapowiadał się świetnie. Taka sobie sobota, a może weekend? Prawdopodobnie Ali dzisiaj wróci do domu. A on sam znowu zostanie- przecież, nie może jej zatrzymać !" A może jednak? Upić, przywiązać do krzesła i wsadzić do piwnicy? "- Aaron aż poczerwieniał od tych myśli. Wyjrzał przez okno - rozpadał się deszcz. Postanowił sprawdzić czy blond włosa nadal śpi. Cichutko aby nikogo nie obudzić zakradł się do własnego pokoju. Pchnął drzwi i rozległ się dźwięk piszczących, starych drzwi.
- Nie wiedziałam, że chcesz poderwać kogoś- usłyszał cichutki dziewczęcy głosik- i do tego zakradasz się jak prawdziwy James Bond
-o cholera!- szepnął Aaron. Ali miała w ręce jego tajemniczą książkę pt " Jak sprawić aby dziewczyna stała się twoją partnerką".
- Ja mogę to wytłumaczyć! - rzekł chłopak
- Po prostu przyznaj się z kim chciałeś dzielić romantyczne chwile-powiedziała rozbawiona Ali. Puściła oczko do zarumienionego Chandlera . Chuda rączka odłożyła książkę na komodę i wstała z łóżka. Chłopak naburmuszył się i ciężko westchnął
- Z nikim... to tylko... ktoś zostawił- tłumaczył się
- I niby mam ci wierzyć? - obdarzyła go pełnym uśmiechem
-Tak właśnie -spojrzał morderczym wzrokiem. Blondynka zbliżyła się do niego
-Aaronie , mój drogi przyjacielu... będę się zbierała się do domu.-powiedziała
-Jak sobie życzysz-mruknął-odprowadzę cię
-Dobrze daj mi parę minut- Ali wyszła z pokoju . Po kwadransie była gotowa do wyjścia. Wyszli trzaskając drzwiami frontowymi. Aaron rozłożył parasolkę i trzymał na ich głowami.
- To powiedz mi kim jest ta dziewczyna? Chociaż jak się nazywa-męczyła go
- Nie- odpowiedział krótko.Czemu się uczepiła tego? Przecież to on jej wyznał swoje uczucia. Może nie pamiętała .
-Mi nie powiesz? Przecież najlepszym przewodnikiem jest płeć przeciwna- zarumieniła się
-Alice, jesteśmy na miejscu- specjalnie ominął temat.
- Dziękuję ci za wszystko-przytuliła się do niego a potem weszła do domu.- na pewno nie chcesz wejść do domu?
- Pewno- wydobył z siebie sztuczny uśmiech. Nie lubił pożegnań.
-Więc do poniedziałku. Żegnaj- Ali zamknęła drzwi. Była w ukochanym domu. Niestety nie przywitała ją radosna atmosfera. Na górze ktoś się kłócił. Ali postanowiła to sprawdzić i poszła na górę.
- To jest nasza córka! - krzyczała rozpłakana mama.
- Mamo, co się dzieje?-zapytała. Wszystkie pary oczu powędrowały na blondwłosą , jakby zobaczyli ducha.
-Cześć , jestem Elena-rudowłosa , nieznajoma podała jej rękę. Ali ścisnęła z pełnym wdziękiem.
- Alice
-Cieszę się, że mogę cię poznać. Tyle plotek słyszałam na twój temat. Jesteś piękna.- Ali spojrzała na nią wzrokiem zabójcy. Nawet się nie znają a ona wychwala jej urodę? Coś nie tak z rudowłosą osóbką. Niby taka niska jak jej mama.
- Taaa... to powiecie mi co się dzieje?- zwróciła się do rodziców. Po ich wyrazach twarzy można było wnioskować, że nie pierwszy dzień trwa konflikt.
-Dziewczynki idźcie do pokoju- powiedział zdenerwowany ojciec. Dziewczyny posłuchały się i opuściły korytarz. W pokoju zastały leżącą Arie zajętą muzyką i portalami plotkarskimi. W pokoju nastała cisza.
***
Nastała leniwa niedziela. Elena nocowała u Levinów. Blondwłosa nie rozumiała co robiła Elena w jej łóżku. Postanowiła porozmawiać z ojcem.
- Tato, kim naprawdę jest Elena?- zapytała najmłodsza z rodziny. Mężczyzna wyłączył telewizor.
-Jest naszą córką, która zaginęła krótko po tym jak się urodziła. Ty jesteś adoptowana. Uznałem , że powinnaś wiedzieć mimo sprzeciwu mamy- nastała niezręczna cisza- Nadal cie kochamy i wychowaliśmy jak własne dziecko- Ali spojrzała na zdjęcie rodzinne . Kim ona tak naprawdę jest? Kim są jej rodzice? Tyle pytań obijało się po jej głowie
-Dziękuje, muszę wyjść- Jedyną osobą , którą chciała widzieć to Aaron. Jedyny znany jej przyjaciel. Wybiegła z domu wprost na pewnego wysokiego chłopaka. Oboje wylądowali na chodniku odstraszając gołębie
- Jejku ale z ciebie rakieta. Nie wiedziałem , że na mnie lecisz- odpowiedział uśmiechając się
-Aaron!- dziewczyna długo nie myśląc rzuciła mu się na szyje. Przechodnie wpatrywali się na dwójkę, która leżała na chodniku.
sobota, 12 lipca 2014
sobota, 28 czerwca 2014
XIII
Notka troszkę szybciej. Mam nadzieję, że się spodoba! W następnym rozdziale zawita Elena- ciekawe co wykombinuje dla Alice i Aarona? Ostatnio wszędzie widzę pary AA- Alice i Aaron , Aria i Alex. Chyba powinnam odstawić Vanish lub zapisać się na anty AA XD . Nowa zakładka - Blogarnia
" Oblivion"- coś co nie powinno istnieć nie zostanie zapamiętane. Jedynie Anioły i Upadli są naznaczeni.
-przepraszam Alice. Za wszystko i nie dotrzymałem obietnic . Nie jestem wstanie już cię obronić. Jestem rad, że zdążyłem przeprosić-powiedział cicho Evan. Po jego minie można było stwierdzić,że bardzo cierpi. Alice mocno trzymała jego ręce.
-Już nic nie mów...będzie dobrze- powiedziała bardzo ciepłym głosem.
Aaron stał naprzeciwko Upadłemu. Znał swój los oraz wiedział, że podzieli go z Evanem. Zakapturzony Upadły wyciągnął ręce w kierunku Aarona. Chłopakiem targały emocje. Jego kolana ugięły się a jednocześnie poczerwieniał ze złości" Co robić? Co począć? Jak to zrobić?"- gorączkował się. Wiedział, że jeśli uciekną to i tak zginą. Spojrzał na cierpiącego z bólu Evana. Chociaż go nie lubił to było mu żal go. Aaron podniósł nóż leżący na ziemi. W tej samej chwili niebo pojaśniało. Wszystko obok nich jaśniało, a dziwnym dźwięk przytłaczał. Alice i Aaron opadli z sił. Przez jasne światło nic nie widzieli a dźwięk bombardujący uszy denerwował. Alice postanowiła bronić ostatnie chwilę Evana.
Chandler przez chwilę zastanawiał się czy tak wygląda śmierć. Rzucił przed siebie nóż a dźwięk stał się nie do zniesienia. Alice ponownie złapała za rękę Evana a raczej Upadłego Julio. Z jego rany zaczął się unosić lśniący, brokatowy dymek. Julio poruszył ustami
-Zawsze będę przy tobie, przepraszam...
-Nie masz mnie za co przepraszać! Żyj!- Krzyknęła złotowłosa. Jego głowa opadła luźno. Po kilku sekundach jego ciało zamieniło się w unoszący się dym.
-NIE!! EVANNN! - Alice nie wiedziała co się z nią dzieje. Świat zaczął jej wirować przed oczami i chwilę potem zemdlała. Aaron wytrzymał parę sekund więcej. Dojrzał Upadłego, który wyciągał nóż . Trafił go w ramię. Po tych paru sekundach również zemdlał.
Alice otworzyła swoje ciężkie powieki. Czuła jakby jej nadgarstek palił ścięgna. Rozejrzała się dookoła- ściany otaczające ją miały niebieski kolor. Jedynie co wiedziała to, że nie jest w swoim pokoju. Aaron wszedł do pokoju i zauważył, że dziewczyna nie śpi.
-Cześć! Jak się czujesz?- zapytał troskliwie
-Chyba dobrze- powiedziała Ali
-Pamiętasz co się stało dwa dni temu?- zapytał zaciekawiony. Sam nie wyglądał najlepiej. Był poobdzierany ze skóry-jakby walczył z nawiedzonym stadem kotów.
-Dwa dni temu... tyle spałam?
-Hmmm- mruknął
- Aaron, ja nic nie pamiętam- Ali złapała się za głowę.
-spokojnie- powiedział i przytulił ją do siebie- twój chłopak- Evan poświęcił życie aby cię ratować. Potem zraniłem Upadłego i oboje zemdleliśmy. Kiedy się obudziłem walczyłaś z Upadłym ale jakby to nie ty. Zadałaś mu parę ran złotym nożem i powiedziałaś " dimisissem eam ad inferos" . Zakapturzony rozsypał się a ty ponownie zemdlałaś.
- Evan? Kto to jest ?
- To tak naprawdę Julio, który stał się Upadłym poprzez złamanie prawa- odpowiedział jej
- Ugh- jękła Levin i złapała się za nadgarstek.
-Pokaż -powiedział zatroskany Chandler. Złapał za jej nadgarstek i przeraził się tym co zobaczył. Miała na nadgarstku znak nieskończoności. Oboje popatrzyli na siebie z przerażeniem.
" Oblivion"- coś co nie powinno istnieć nie zostanie zapamiętane. Jedynie Anioły i Upadli są naznaczeni.
-przepraszam Alice. Za wszystko i nie dotrzymałem obietnic . Nie jestem wstanie już cię obronić. Jestem rad, że zdążyłem przeprosić-powiedział cicho Evan. Po jego minie można było stwierdzić,że bardzo cierpi. Alice mocno trzymała jego ręce.
-Już nic nie mów...będzie dobrze- powiedziała bardzo ciepłym głosem.
Aaron stał naprzeciwko Upadłemu. Znał swój los oraz wiedział, że podzieli go z Evanem. Zakapturzony Upadły wyciągnął ręce w kierunku Aarona. Chłopakiem targały emocje. Jego kolana ugięły się a jednocześnie poczerwieniał ze złości" Co robić? Co począć? Jak to zrobić?"- gorączkował się. Wiedział, że jeśli uciekną to i tak zginą. Spojrzał na cierpiącego z bólu Evana. Chociaż go nie lubił to było mu żal go. Aaron podniósł nóż leżący na ziemi. W tej samej chwili niebo pojaśniało. Wszystko obok nich jaśniało, a dziwnym dźwięk przytłaczał. Alice i Aaron opadli z sił. Przez jasne światło nic nie widzieli a dźwięk bombardujący uszy denerwował. Alice postanowiła bronić ostatnie chwilę Evana.
Chandler przez chwilę zastanawiał się czy tak wygląda śmierć. Rzucił przed siebie nóż a dźwięk stał się nie do zniesienia. Alice ponownie złapała za rękę Evana a raczej Upadłego Julio. Z jego rany zaczął się unosić lśniący, brokatowy dymek. Julio poruszył ustami
-Zawsze będę przy tobie, przepraszam...
-Nie masz mnie za co przepraszać! Żyj!- Krzyknęła złotowłosa. Jego głowa opadła luźno. Po kilku sekundach jego ciało zamieniło się w unoszący się dym.
-NIE!! EVANNN! - Alice nie wiedziała co się z nią dzieje. Świat zaczął jej wirować przed oczami i chwilę potem zemdlała. Aaron wytrzymał parę sekund więcej. Dojrzał Upadłego, który wyciągał nóż . Trafił go w ramię. Po tych paru sekundach również zemdlał.
Alice otworzyła swoje ciężkie powieki. Czuła jakby jej nadgarstek palił ścięgna. Rozejrzała się dookoła- ściany otaczające ją miały niebieski kolor. Jedynie co wiedziała to, że nie jest w swoim pokoju. Aaron wszedł do pokoju i zauważył, że dziewczyna nie śpi.
-Cześć! Jak się czujesz?- zapytał troskliwie
-Chyba dobrze- powiedziała Ali
-Pamiętasz co się stało dwa dni temu?- zapytał zaciekawiony. Sam nie wyglądał najlepiej. Był poobdzierany ze skóry-jakby walczył z nawiedzonym stadem kotów.
-Dwa dni temu... tyle spałam?
-Hmmm- mruknął
- Aaron, ja nic nie pamiętam- Ali złapała się za głowę.
-spokojnie- powiedział i przytulił ją do siebie- twój chłopak- Evan poświęcił życie aby cię ratować. Potem zraniłem Upadłego i oboje zemdleliśmy. Kiedy się obudziłem walczyłaś z Upadłym ale jakby to nie ty. Zadałaś mu parę ran złotym nożem i powiedziałaś " dimisissem eam ad inferos" . Zakapturzony rozsypał się a ty ponownie zemdlałaś.
- Evan? Kto to jest ?
- To tak naprawdę Julio, który stał się Upadłym poprzez złamanie prawa- odpowiedział jej
- Ugh- jękła Levin i złapała się za nadgarstek.
-Pokaż -powiedział zatroskany Chandler. Złapał za jej nadgarstek i przeraził się tym co zobaczył. Miała na nadgarstku znak nieskończoności. Oboje popatrzyli na siebie z przerażeniem.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
W połowie...
Yeah ! Powróciłam jako zombi :D Już niedługo pojawi się nowa postać -rudowłosa piękność, która zawróci w głowie nie jednemu chłopakowi. Niestety mój rozdział jest napisany w połowie a dalej jestem w kropce. W przyszłym tygodniu pojawi się nowa zakładka tzw pojęcia.
Elena Dunham
Utalentowana Włoszka, która posiada znak nieskończoności. Uwielbia się droczyć i bardzo często jest cyniczna.
Jak wiecie, Evan okazał się Julio- która tak naprawdę nie zniknął. Niestety broniąc Alice zaryzykował własnym życiem. W następnej notce chcę ujawnić dalsze losy Aarona. Ciekawa jestem czy jego uczucia są stałe. Po całym wydarzeniu razem z Alicją porozmawiają sobie na ten temat.
środa, 4 czerwca 2014
XII
"Unintended"
Wybaczcie mi to, że tak długo nie dodawałam notki. Znowu składam życie do kupy. Jednakże treść tej notki była już dawno zaplanowana -wcześniej niż moje życie się posypało. Dedykacja miała być dla mojego byłego (chciałam mu pierwszy raz pokazać moje dzieło) ale w sumie skoro nie jesteśmy razem to dedykują ją dla Naffa i Koizumi.
Było rano a nawet zbyt rano dla normalnych ludzi. Leniwe
słońce chciało zatrzymać się. Szarość ogarnęła całe podwórko. Wściekły zegar cykał i denerwował dziewczynę. Dzień w dzień tylko cykał do przodu"i wcale mu się nie znudziło" pomyślała. Miała jeszcze do 7 dwie godziny i jakoś musiała to znieść. Patrząc po pokoju zauważyła, że dawno nie sprzątała. Po drugiej stronie spała Aria
-Mamo, daj mi spać-mamrotała przez sen ośliniając poduszkę i rękę. Dziewczyna ile razy by tego nie widziała zawsze poprawiało jej to humor. Powoli wstała uśmiechając się do świata "helloł świecie, dzisiaj będzie ładny dzień" pomyślała. Wybiła godzina 6 a budzik w telefonie Arii zaczął grać piosenkę Tegan and Sara - Where Does the Good Go. Obie popatrzyły na siebie przez chwile. Po chwili Aria pobiegła do łazienki cała czerwona.
-Jak zwykle- westchnęła rozczochrana Alicja. Ubrała się białą sukienkę, co było już błędem. Kolor biały przyciągał plamy...
Tego dnia Ali i Evan jak co dzień mieli iść do szkoły. Evan czekał na nią siedząc na bramie. Ali zawsze zastanawiała się jak on to robi i te metalowe strzałki nie wbijają mu się w tyłek xd. Wybiegła z domu lekko trzaskając drzwiami.
-Cześć piękna- powiedział z uśmiechem. Blondynka zaczerwieniła się.
-Może, nie pójdziemy do szkoły?-zaproponowała
-Ale czemu Alicjo? uśmiechnął tak jak zawsze to robił
-Spędzimy więcej czasu razem
-Znowu będziesz miała zaległości- złapał ją za rękę-chodźmy, przynajmniej się spóźnimy.
-Proszę, proszę
- No dobrze- dalej szli spacerowym krokiem. Nagle zadzwonił telefon Evana. Chłopak pocałował Ali w policzek i puścił jej rękę. Oddalił się od niej bez słowa i spokojnie rozmawiał szeptem. Ali nigdy nie widziała u niego takiej poważnej miny. Po kilku minutach wrócił do niej.
-Spotkamy się w szkole- pocałował ją w czoło - kocham cię.
I odszedł szybkim krokiem. Całe jego zachowanie było dziwne. -Może ma inną?-pomyślała-powinnam go śledzić
Aaron tymczasem śledził zakapturzoną postać. Od czasu do czasu widać jedynie blask głębokich niebieskich oczu. Zadanie miał utrudnione, ponieważ wiedział, że jeśli zostanie odkryty zostanie zabity. I jak niby miał zabrać tą pieczęć upadłego? I wszystko po to aby zebrać nowe informacje o swoim stróżu. Skoro nie mógł nic zrobić to przynajmniej oczekiwał na okazje. Po drugiej stronie słychać było rozmowy pracowników w piekarni. Zakapturzona postać wpatrywała się swój zegarek. Aaron jedynie mógł dostrzec znak nieskończoności ∞ na jasnym nadgarstku postaci. Słońce przykryte chmurami nie nagrzewało zbytnio ziemi. Obejrzał się do tyłu i zauważył następną zakapturzoną postać-no to już po mnie- pomyślał. Jednak postać szybko znalazła się po drugiej stronie Aarona. W tym czasie z jasnej szyi spadł łańcuszek. Obaj popatrzyli się do tyłu. To była Ali
-UCIEKAJ-obaj krzyknęli. Zakapturzona postać Upadłego wycelowała nożem w nią. Dziewczyna zamknęła oczy ale po chwili je otworzyła. Ktoś ją ochronił.LINK
-Cholera dostałem?-pomyślał wybawca. Nawet nie zorientował się, że to nie jeden a 3 noże z trucizną trafiły w jego brzuch. Nad jego głową pojawiły się złote włosy
-Nie... to nie możliwe... to po prostu nie możliwe- łzy zaczęły spadać po policzkach - Evan
-Kocham cię- uśmiechnął się bardzo delikatnie- posłuchaj mnie teraz uważnie dobrze? Jestem Julio ten sam co cię uratował po wypadku. Wtedy gdy kazałem ci uciekać, niestety mnie złapali i stałem się Upadłym. Niestety nie posiadałem zbyt dużej siły, ponieważ nie zabiłem nigdy. Upadli rosną w siłę wtedy gdy kogoś zabiją. Jako pół człowiek i pół Upadły-nie dokończył ponieważ musiał wykrztusić krew. Alice bardzo mocno ściskała jego ręce
-Evan! Nie umieraj proszę!
W tym czasie Aaron ustawił się na przeciw Upadłemu...
Wybaczcie mi to, że tak długo nie dodawałam notki. Znowu składam życie do kupy. Jednakże treść tej notki była już dawno zaplanowana -wcześniej niż moje życie się posypało. Dedykacja miała być dla mojego byłego (chciałam mu pierwszy raz pokazać moje dzieło) ale w sumie skoro nie jesteśmy razem to dedykują ją dla Naffa i Koizumi.
Było rano a nawet zbyt rano dla normalnych ludzi. Leniwe
słońce chciało zatrzymać się. Szarość ogarnęła całe podwórko. Wściekły zegar cykał i denerwował dziewczynę. Dzień w dzień tylko cykał do przodu"i wcale mu się nie znudziło" pomyślała. Miała jeszcze do 7 dwie godziny i jakoś musiała to znieść. Patrząc po pokoju zauważyła, że dawno nie sprzątała. Po drugiej stronie spała Aria
-Mamo, daj mi spać-mamrotała przez sen ośliniając poduszkę i rękę. Dziewczyna ile razy by tego nie widziała zawsze poprawiało jej to humor. Powoli wstała uśmiechając się do świata "helloł świecie, dzisiaj będzie ładny dzień" pomyślała. Wybiła godzina 6 a budzik w telefonie Arii zaczął grać piosenkę Tegan and Sara - Where Does the Good Go. Obie popatrzyły na siebie przez chwile. Po chwili Aria pobiegła do łazienki cała czerwona.
-Jak zwykle- westchnęła rozczochrana Alicja. Ubrała się białą sukienkę, co było już błędem. Kolor biały przyciągał plamy...
Tego dnia Ali i Evan jak co dzień mieli iść do szkoły. Evan czekał na nią siedząc na bramie. Ali zawsze zastanawiała się jak on to robi i te metalowe strzałki nie wbijają mu się w tyłek xd. Wybiegła z domu lekko trzaskając drzwiami.
-Cześć piękna- powiedział z uśmiechem. Blondynka zaczerwieniła się.
-Może, nie pójdziemy do szkoły?-zaproponowała
-Ale czemu Alicjo? uśmiechnął tak jak zawsze to robił
-Spędzimy więcej czasu razem
-Znowu będziesz miała zaległości- złapał ją za rękę-chodźmy, przynajmniej się spóźnimy.
-Proszę, proszę
- No dobrze- dalej szli spacerowym krokiem. Nagle zadzwonił telefon Evana. Chłopak pocałował Ali w policzek i puścił jej rękę. Oddalił się od niej bez słowa i spokojnie rozmawiał szeptem. Ali nigdy nie widziała u niego takiej poważnej miny. Po kilku minutach wrócił do niej.
-Spotkamy się w szkole- pocałował ją w czoło - kocham cię.
I odszedł szybkim krokiem. Całe jego zachowanie było dziwne. -Może ma inną?-pomyślała-powinnam go śledzić
Aaron tymczasem śledził zakapturzoną postać. Od czasu do czasu widać jedynie blask głębokich niebieskich oczu. Zadanie miał utrudnione, ponieważ wiedział, że jeśli zostanie odkryty zostanie zabity. I jak niby miał zabrać tą pieczęć upadłego? I wszystko po to aby zebrać nowe informacje o swoim stróżu. Skoro nie mógł nic zrobić to przynajmniej oczekiwał na okazje. Po drugiej stronie słychać było rozmowy pracowników w piekarni. Zakapturzona postać wpatrywała się swój zegarek. Aaron jedynie mógł dostrzec znak nieskończoności ∞ na jasnym nadgarstku postaci. Słońce przykryte chmurami nie nagrzewało zbytnio ziemi. Obejrzał się do tyłu i zauważył następną zakapturzoną postać-no to już po mnie- pomyślał. Jednak postać szybko znalazła się po drugiej stronie Aarona. W tym czasie z jasnej szyi spadł łańcuszek. Obaj popatrzyli się do tyłu. To była Ali
-UCIEKAJ-obaj krzyknęli. Zakapturzona postać Upadłego wycelowała nożem w nią. Dziewczyna zamknęła oczy ale po chwili je otworzyła. Ktoś ją ochronił.LINK
-Cholera dostałem?-pomyślał wybawca. Nawet nie zorientował się, że to nie jeden a 3 noże z trucizną trafiły w jego brzuch. Nad jego głową pojawiły się złote włosy
-Nie... to nie możliwe... to po prostu nie możliwe- łzy zaczęły spadać po policzkach - Evan
-Kocham cię- uśmiechnął się bardzo delikatnie- posłuchaj mnie teraz uważnie dobrze? Jestem Julio ten sam co cię uratował po wypadku. Wtedy gdy kazałem ci uciekać, niestety mnie złapali i stałem się Upadłym. Niestety nie posiadałem zbyt dużej siły, ponieważ nie zabiłem nigdy. Upadli rosną w siłę wtedy gdy kogoś zabiją. Jako pół człowiek i pół Upadły-nie dokończył ponieważ musiał wykrztusić krew. Alice bardzo mocno ściskała jego ręce
-Evan! Nie umieraj proszę!
W tym czasie Aaron ustawił się na przeciw Upadłemu...
poniedziałek, 19 maja 2014
XI
Już jest nowy rozdział ! Połowę napisałam w zeszycie (tak w Macu xd) a drugą połowę dopasowywałam z moim wyobrażeniem. Ogólnie lubię swoje postacie- w każdej z nich jest trochę mnie.
"Madness"
Było już po lekcjach. Klasa wyszła a została tylko Ali z Aaronem. Słońce wypalało im móżdżki. Dziewczyna postanowiła wstać i oparła się na ławce, w której siedział Aaron.
-Chyba miałeś mi coś do powiedzenia- uśmiechnęła się nieśmiało
-Chyba tak- odpowiedział
- Więc słucham
- Mam małe pytanie. Dlaczego z nim jesteś?
- O co ci chodzi?- zapytała. Wpatrując się w podłogę próbowała ukryć swoje zmieszanie
-Ali... ja... wróciłem dla ciebie. Musiałem wyjechać i znaleźć mojego shinigami
-Znalazłeś?
-Nie... ale słyszałem , że mógł się z piekieł wydostać- dziewczynie zrobiło się gorąco ze złości a jej policzki przybrały kolor purpurowy
-Posłuchaj mnie uważnie bo nie będę powtarzać. Zostawiłeś mnie w szpitalu, zostawiłeś ból w moim życiu. Nie było Cię 2 miesiące. Nie odbierałeś telefonu. Płakałam po nocach mając nadzieje, że wrócisz
-Wiem, przepraszam
-Nie przepraszaj. Ja zaczęłam swoje życie z Evanem. Wiem, że mnie nie zostawi
-Mylisz się-patrząc w podłogę próbował ukryć ból zazdrości.
-Tak? Niby dlaczego?
-Spójrz w oczy i powiedz mi co widzisz
-Widzę twoje łzy w oczach i moje odbicie- powiedziała. Po chwili coś do niej dotarło. Nie mogąc tego znieść wybiegła z sali. Łzy jak wodospad spływały jej po policzkach. Biegła przez korytarz zapełniony uczniami. Znalazła się na schodach i przez nieostrożność potknęła się i spadła. Przy jej boku znalazł się Evan z tym pięknym uśmiechem.
-hej, pomogę ci- podał jej rękę
-nie chcę, nie trzeba- nadal miała łzy
- Co się stało?- zapytał z troską
-Nic, proszę zostaw mnie. Jestem okropną osobą-kucnął przy niej i objął. Po jakimś czasie przestała się szarpać i się uspokoiła.
-Ktoś ci coś zrobił?- zapytał głaszcząc po włosach
-Nie, ja zrobiłam coś - odpowiedziała. W tym czasie Aaron widząc ich razem postanowił wyjść ze szkoły i oddalić się by nie widzieć ich razem. Tak naprawdę Ali jest jego pierwszą miłością i teraz płakała przez niego samego. Ten widok był dla niego nie do zniesienia tym bardziej, że był tam Evan. Aaron go nie znosił przede wszystkim dlatego, że jest z Alice. Poza tym był dziwnym chłopakiem i nie miał anioła.
Ali widząc sylwetkę Aarona schodzącą po schodach wtuliła się bardziej do Evana. Myślała, że w ten sposób nie zauważy jej łez na widok Aarona. Po prostu nie chciała go skrzywdzić, i tak naprawdę nie wiedziała jak ma się zachować. Niestety Evan od zawsze był obserwatorem i zawsze zauważał dziwne zachowania. Pomógł wstać swojej towarzyszce. Bardzo ją kochał i nie widzi bez niej przyszłości. Bardzo lubi mieć ją przy sobie. Ten pierwszy raz nie chciała mu powiedzieć co się stało, choć sam miał wiele przed nią tajemnic. Kątem oka zauważył Aarona oddalającego się od szkoły. W jego głowie zaistniała tylko jedna myśl "to jego wina". Odprowadził ją do domu.
Alice była blada jak ściana. Źle się czuła z tym jak to się wszystko potoczyło. Miała trochę dosyć tego całego zamieszania, tajemnic, nie domówień. Gdy tylko weszła do domu od razu zostawiła płaszcz i buty.
- Ali , chodź na obiad- zawołała Aria
-Nie jestem głodna- i odeszła. Wszyscy domownicy doznali lekkiego szoku. Alice nie chce jeść? Przecież kocha jedzenie. Tymczasem ona położyła się na łóżku.
"Madness"
Było już po lekcjach. Klasa wyszła a została tylko Ali z Aaronem. Słońce wypalało im móżdżki. Dziewczyna postanowiła wstać i oparła się na ławce, w której siedział Aaron.
-Chyba miałeś mi coś do powiedzenia- uśmiechnęła się nieśmiało
-Chyba tak- odpowiedział
- Więc słucham
- Mam małe pytanie. Dlaczego z nim jesteś?
- O co ci chodzi?- zapytała. Wpatrując się w podłogę próbowała ukryć swoje zmieszanie
-Ali... ja... wróciłem dla ciebie. Musiałem wyjechać i znaleźć mojego shinigami
-Znalazłeś?
-Nie... ale słyszałem , że mógł się z piekieł wydostać- dziewczynie zrobiło się gorąco ze złości a jej policzki przybrały kolor purpurowy
-Posłuchaj mnie uważnie bo nie będę powtarzać. Zostawiłeś mnie w szpitalu, zostawiłeś ból w moim życiu. Nie było Cię 2 miesiące. Nie odbierałeś telefonu. Płakałam po nocach mając nadzieje, że wrócisz
-Wiem, przepraszam
-Nie przepraszaj. Ja zaczęłam swoje życie z Evanem. Wiem, że mnie nie zostawi
-Mylisz się-patrząc w podłogę próbował ukryć ból zazdrości.
-Tak? Niby dlaczego?
-Spójrz w oczy i powiedz mi co widzisz
-Widzę twoje łzy w oczach i moje odbicie- powiedziała. Po chwili coś do niej dotarło. Nie mogąc tego znieść wybiegła z sali. Łzy jak wodospad spływały jej po policzkach. Biegła przez korytarz zapełniony uczniami. Znalazła się na schodach i przez nieostrożność potknęła się i spadła. Przy jej boku znalazł się Evan z tym pięknym uśmiechem.
-hej, pomogę ci- podał jej rękę
-nie chcę, nie trzeba- nadal miała łzy
- Co się stało?- zapytał z troską
-Nic, proszę zostaw mnie. Jestem okropną osobą-kucnął przy niej i objął. Po jakimś czasie przestała się szarpać i się uspokoiła.
-Ktoś ci coś zrobił?- zapytał głaszcząc po włosach
-Nie, ja zrobiłam coś - odpowiedziała. W tym czasie Aaron widząc ich razem postanowił wyjść ze szkoły i oddalić się by nie widzieć ich razem. Tak naprawdę Ali jest jego pierwszą miłością i teraz płakała przez niego samego. Ten widok był dla niego nie do zniesienia tym bardziej, że był tam Evan. Aaron go nie znosił przede wszystkim dlatego, że jest z Alice. Poza tym był dziwnym chłopakiem i nie miał anioła.
Ali widząc sylwetkę Aarona schodzącą po schodach wtuliła się bardziej do Evana. Myślała, że w ten sposób nie zauważy jej łez na widok Aarona. Po prostu nie chciała go skrzywdzić, i tak naprawdę nie wiedziała jak ma się zachować. Niestety Evan od zawsze był obserwatorem i zawsze zauważał dziwne zachowania. Pomógł wstać swojej towarzyszce. Bardzo ją kochał i nie widzi bez niej przyszłości. Bardzo lubi mieć ją przy sobie. Ten pierwszy raz nie chciała mu powiedzieć co się stało, choć sam miał wiele przed nią tajemnic. Kątem oka zauważył Aarona oddalającego się od szkoły. W jego głowie zaistniała tylko jedna myśl "to jego wina". Odprowadził ją do domu.
Alice była blada jak ściana. Źle się czuła z tym jak to się wszystko potoczyło. Miała trochę dosyć tego całego zamieszania, tajemnic, nie domówień. Gdy tylko weszła do domu od razu zostawiła płaszcz i buty.
- Ali , chodź na obiad- zawołała Aria
-Nie jestem głodna- i odeszła. Wszyscy domownicy doznali lekkiego szoku. Alice nie chce jeść? Przecież kocha jedzenie. Tymczasem ona położyła się na łóżku.
niedziela, 11 maja 2014
Trochę w przyszłości
Jestem w trakcie pisania następnej notki. Niestety przedłuża się , ponieważ muszę nabyć pewną wiedzę. W opowiadaniu będzie wydarzenie, które mam nadzieje będzie zaskakujące. A tymczasem... macie jakieś pytania? Jeśli ktoś ma pytania proszę śmiało pisać na blogu lub na e-mail liwcia94@vp.pl . Chętnie odpowiem.
Alice- dziewczyna na siłę zrobiona "wielką duszą" przez społeczeństwo. Jest naiwna i trochę szalona. Pomimo negatywnych cech pokaże jeszcze na co ją stać. W tej chwili jest poddawana próbie
Nazwałam siostrę Ali tylko i wyłącznie, ponieważ uwielbiam imię Aria. Wykształcenie mam muzyczne, więc kojarzy mi się z osobą bardzo utalentowaną, kreatywną. Myślę, że w przyszłości może ratować im tyłki.
Aaron- tu czeka na ciebie cios. Alice jest zakochana w innym. Czy podda się? Kibicujcie mu, chłopak ma nie łatwo! Dalej będzie jeszcze czekał kolejny cios.
Evan- pół człowiek, pół...reszta w następnej notce. Okaże się czy jest wrogiem, czy sprzymierzeńcem. Nastąpi w nim jakaś zmiana. Powinniście już zainwestować w stos chusteczek lub znicze.
Kto zapłaci cenę Ali? Co się stało z przyjacielem i wybawcą Julio?
To już nie długo się rozwiąże. Nowa notka powinna pojawić się w przyszłym tygodniu. A teraz Aria i Alice
Alice- dziewczyna na siłę zrobiona "wielką duszą" przez społeczeństwo. Jest naiwna i trochę szalona. Pomimo negatywnych cech pokaże jeszcze na co ją stać. W tej chwili jest poddawana próbie
Nazwałam siostrę Ali tylko i wyłącznie, ponieważ uwielbiam imię Aria. Wykształcenie mam muzyczne, więc kojarzy mi się z osobą bardzo utalentowaną, kreatywną. Myślę, że w przyszłości może ratować im tyłki.
Aaron- tu czeka na ciebie cios. Alice jest zakochana w innym. Czy podda się? Kibicujcie mu, chłopak ma nie łatwo! Dalej będzie jeszcze czekał kolejny cios.
Evan- pół człowiek, pół...reszta w następnej notce. Okaże się czy jest wrogiem, czy sprzymierzeńcem. Nastąpi w nim jakaś zmiana. Powinniście już zainwestować w stos chusteczek lub znicze.
Kto zapłaci cenę Ali? Co się stało z przyjacielem i wybawcą Julio?
To już nie długo się rozwiąże. Nowa notka powinna pojawić się w przyszłym tygodniu. A teraz Aria i Alice
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
X
"Cudowny poranek "
To był zwykły ponury poranek. Zimne powietrze pobudzało umysł. Codziennie rano Evan odprowadzał Ali do szkoły.
-Wiesz, że dzisiaj mamy kartkówka?- zapytała
-Bla, bla, bla- odpowiedział. Nie dość, że mi w domu o nauce trują to jeszcze w szkole o tym słyszę
-Ty, to masz problemy
-W zasadzie to nie mam - uśmiechnął się- ale wiesz, słuchanie tego samego denerwuje- rzucił skórką od banana za siebie. Ali tylko przewróciła oczami. "Jest taki, taki..."- nie dokończyła. Rzeczywiście, Evan różnił się od wielu osób: zachowaniem, wymową i pięknem.
-Gdyby było lato...- rozmarzyła się
- Gdyby baba miała dziada- zaśmiał się
Cóż, przez tego dziada połowa szkoły patrzy się na mnie dziwnie. Druga połowa chce go naśladować. To trochę dziwne, że jedna osoba może tyle zmienić. Z chaosu po bezkres chaosu, którego nie da się opanować. Ta ilość energii porównywalna z prędkością internetu. Przynajmniej to, jest mi znane.
Nagle Evan wyciągnął śniadanie. Były to zwykle kanapki, tyle, że śmierdziały czosnkiem.
"Przynajmniej nie jest wampirem"- pomyślała.
-Chcesz-zapytał
-Nie dzięki- skrzywiła się. Evan to spostrzegł. Odwrócił się tyłem do niej i założył kaptur na głowę.
-Co ci?-spytała. Evan nagle się odwrócił
-JESTEM CZOSNKOWYM POTWOREM! ATAK!!!!-wydarł się. Zbliżył kanapkę do niej.
-Blee...
-Zginiesz marnie!- zaczął ją gonić po chodniku. Zaspali pracownicy sklepów wpatrywali się w poczynania młodych wychylając się zza lady. Taka energia w tym mieście raczej nie była spotykana.
Ali cofając się przed potworem pośliznęła się na skórce od banana. Sama wylądowała artystycznie na tyłku ze skórką od banana na głowie.
-EVANNNNNNNNNNNNNNNN!!!!!!- przez ten krzyk wyleciało parę gołębi z dachu. Słońce powoli i chytrze rozrzucało promieniami. Rozbawiony, prawie do łez podszedł do niej lekkim krokiem
-Powinnaś nosić czapki-powiedział, szczerząc zęby- do twarzy ci
-Już po tobie
-A co po mnie?- zapytał rozbawiony. Wyciągnął rękę aby zdjąć z jej włosów skórkę.
-Jak tylko wstanę to cię powieszę na gałęzi
-A suchej??
-Suchej gałęzi- odpowiedziała prawie warcząc. Podał jej rękę aby wstała. Nic nie myśląc, złapała za ofiarowaną, pomocną dłoń. Energicznie wstała
- Pożałujesz...- nagle urwała. Stali naprzeciw siebie, nadal trzymając się za ręce. Twarz Evana spoważniała i zbliżała się coraz bardziej do jej twarzy.
-Kocham cię- powiedział.
-Ale..ale... dopiero co się poznaliśmy-mruczała pod nosem
-Nie ważne-pocałował ją. Ta chwila trwała, jakby całe życie. Alice była czerwona na policzkach. Na moment , może chwilę zamknęła oczy. Dotknął palcami wisiorka
-Nie ściągaj go nigdy, proszę- poprosił
-Dobrze-odpowiedziała rozmarzona. Jego obecność sprawiała, że czuję się tak dobrze...Niesamowicie. Ciepło bijące od jego ciała wprawiało ciało Ali o ciarki.
Jakieś brązowe, długie włosy zniknęły za zakrętem.
-Chodźmy stąd -pociągnął ją
-Dobrze- nadal rozmarzona odpowiedziała. Evan liczył na taką reakcje.
Będąc już w szkole musieli się rozdzielić, ponieważ zajęcia dodatkowe każdy posiadał inne. Ali kierując się do swojej klasy, miała wrażenie, że o czymś zapomniała. Wchodząc do klasy straciła władze nad szokiem. W ławce czekał na nią Aaron. Opuściła na podłogę książki .
" No to się porobiło"- pomyślała-"zapomniałam, że wrócił"
Szybko schyliła się aby pozbierać książki. Wpatrując się w podłogę usiadła obok Chandlera
-Hej- powiedział. Na szczęście uratowała ją nauczycielka. Ali przez wszystkie lekcje przygryzała sobie wargi. Nie wiedziała co ma powiedzieć, jak się zachować. Ali chciała jedynie by Evan ją stąd wyrwał. Niestety nie było go
-Masz czas po lekcjach?- zapytał Aaron
-Ja... zaraz...tak-zrezygnowała
-To super. Wyjaśnię ci wszystko, wreszcie- ucieszył się.
To był zwykły ponury poranek. Zimne powietrze pobudzało umysł. Codziennie rano Evan odprowadzał Ali do szkoły.
-Wiesz, że dzisiaj mamy kartkówka?- zapytała
-Bla, bla, bla- odpowiedział. Nie dość, że mi w domu o nauce trują to jeszcze w szkole o tym słyszę
-Ty, to masz problemy
-W zasadzie to nie mam - uśmiechnął się- ale wiesz, słuchanie tego samego denerwuje- rzucił skórką od banana za siebie. Ali tylko przewróciła oczami. "Jest taki, taki..."- nie dokończyła. Rzeczywiście, Evan różnił się od wielu osób: zachowaniem, wymową i pięknem.
-Gdyby było lato...- rozmarzyła się
- Gdyby baba miała dziada- zaśmiał się
Cóż, przez tego dziada połowa szkoły patrzy się na mnie dziwnie. Druga połowa chce go naśladować. To trochę dziwne, że jedna osoba może tyle zmienić. Z chaosu po bezkres chaosu, którego nie da się opanować. Ta ilość energii porównywalna z prędkością internetu. Przynajmniej to, jest mi znane.
Nagle Evan wyciągnął śniadanie. Były to zwykle kanapki, tyle, że śmierdziały czosnkiem.
"Przynajmniej nie jest wampirem"- pomyślała.
-Chcesz-zapytał
-Nie dzięki- skrzywiła się. Evan to spostrzegł. Odwrócił się tyłem do niej i założył kaptur na głowę.
-Co ci?-spytała. Evan nagle się odwrócił
-JESTEM CZOSNKOWYM POTWOREM! ATAK!!!!-wydarł się. Zbliżył kanapkę do niej.
-Blee...
-Zginiesz marnie!- zaczął ją gonić po chodniku. Zaspali pracownicy sklepów wpatrywali się w poczynania młodych wychylając się zza lady. Taka energia w tym mieście raczej nie była spotykana.
Ali cofając się przed potworem pośliznęła się na skórce od banana. Sama wylądowała artystycznie na tyłku ze skórką od banana na głowie.
-EVANNNNNNNNNNNNNNNN!!!!!!- przez ten krzyk wyleciało parę gołębi z dachu. Słońce powoli i chytrze rozrzucało promieniami. Rozbawiony, prawie do łez podszedł do niej lekkim krokiem
-Powinnaś nosić czapki-powiedział, szczerząc zęby- do twarzy ci
-Już po tobie
-A co po mnie?- zapytał rozbawiony. Wyciągnął rękę aby zdjąć z jej włosów skórkę.
-Jak tylko wstanę to cię powieszę na gałęzi
-A suchej??
-Suchej gałęzi- odpowiedziała prawie warcząc. Podał jej rękę aby wstała. Nic nie myśląc, złapała za ofiarowaną, pomocną dłoń. Energicznie wstała
- Pożałujesz...- nagle urwała. Stali naprzeciw siebie, nadal trzymając się za ręce. Twarz Evana spoważniała i zbliżała się coraz bardziej do jej twarzy.
-Kocham cię- powiedział.
-Ale..ale... dopiero co się poznaliśmy-mruczała pod nosem
-Nie ważne-pocałował ją. Ta chwila trwała, jakby całe życie. Alice była czerwona na policzkach. Na moment , może chwilę zamknęła oczy. Dotknął palcami wisiorka
-Nie ściągaj go nigdy, proszę- poprosił
-Dobrze-odpowiedziała rozmarzona. Jego obecność sprawiała, że czuję się tak dobrze...Niesamowicie. Ciepło bijące od jego ciała wprawiało ciało Ali o ciarki.
Jakieś brązowe, długie włosy zniknęły za zakrętem.
-Chodźmy stąd -pociągnął ją
-Dobrze- nadal rozmarzona odpowiedziała. Evan liczył na taką reakcje.
Będąc już w szkole musieli się rozdzielić, ponieważ zajęcia dodatkowe każdy posiadał inne. Ali kierując się do swojej klasy, miała wrażenie, że o czymś zapomniała. Wchodząc do klasy straciła władze nad szokiem. W ławce czekał na nią Aaron. Opuściła na podłogę książki .
" No to się porobiło"- pomyślała-"zapomniałam, że wrócił"
Szybko schyliła się aby pozbierać książki. Wpatrując się w podłogę usiadła obok Chandlera
-Hej- powiedział. Na szczęście uratowała ją nauczycielka. Ali przez wszystkie lekcje przygryzała sobie wargi. Nie wiedziała co ma powiedzieć, jak się zachować. Ali chciała jedynie by Evan ją stąd wyrwał. Niestety nie było go
-Masz czas po lekcjach?- zapytał Aaron
-Ja... zaraz...tak-zrezygnowała
-To super. Wyjaśnię ci wszystko, wreszcie- ucieszył się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

